YOLO

YOLO

YOLO, czyli z angielskiego you only live once – żyje się tylko raz. Niedawno gdzieś przeczytałem, że to współczesne YOLO to nic więcej (a pewnie i trochę mniej) jak bardziej filozoficzne, ukute przez Horacego Carpe Diem, „chwytaj dzień”.

Wydaje mi się, że właśnie to współczesne YOLO (lub carpe diem, jak kto woli) kierowało mną przy podjęciu jednej z ważniejszej (jeśli nie najważniejszej) w moim dotychczasowym życiu decyzji – wyjazdu za granicę. Nie na wakacje, nie na Erasmusa, tylko na czas nieokreślony, raczej dłuższy aniżeli krótszy (choć to wszystko miary subiektywne). W każdym razie, uznałem, że blog może być dla mnie nie tylko formą spędzania czasu (bo jeszcze tutaj nie pracuję, więc czasu mam pod dostatkiem) ale także sposobem na dzielenie się z większym gronem moimi spostrzeżeniami. Będę się też starał przybliżyć Wam, drodzy czytelnicy, kraj, który wybrałem za cel swojego exodusu. Ci, którzy mnie znają (i jeszcze nie zablokowali na Facebooku) pewnie wiedzą gdzie jestem, pozostałym z pewnością uzmysłowił to adres samego bloga. Tak, będę pisał o Izraelu. Państwie tak samo znienawidzonym na świecie, jak i pożądanym jako cel pielgrzymek przez wyznawców trzech dwóch największych monoteistycznych religii na świecie.

Drugi człon nazwy bloga nie znaczy jednak, że będzie to blog kulinarny, o nie! Z pewnością pojawi się na jego łamach niejeden przepis na jakiś regionalny specjał (albo na inny frykas, którym będę chciał się podzielić), ale nie będzie to temat dominujący. No chyba że okaże się, że pisanie na tematy niekulinarne mi po prostu nie idzie. Będę się starał, aby ten blog był po prostu o Izraelu – o kraju, o ludziach, o miejscach, o zwyczajach, o kulturze. Mniej przewodnikowo-ogólnikowo, bardziej subiektywnie. Nie obiecuję, że będę pisał regularnie, ale będę pisał z pewnością. Jestem otwarty na pytania, sugestie tematów – z wielką chęcią sam, na Waszą prośbę, postaram się zgłębić dany temat.

I tym oto wpisem otwieram swój kolejny blog. Zapraszam do czytania, komentowania – tutaj i na Facebooku, lajkowania strony na Facebooku (link po prawej). A jeżeli uznacie, że warto, to dajcie znać swoim znajomym, których może ta tematyka zainteresować.

Jednocześnie też ślę podziękowania Monice, dzięki które blog by pewnie nie powstał. A jeśli już, to pod wyjątkowo dziwną i długą nazwą.

Pozdrawiam wszystkich znad butelki izraelskiego piwa rzemieślniczego 🙂

M.

PS: Zdjęcie na początku tego wpisu to nowość na lokalnym rynku – deser czekoladowy o wyjątkowo oryginalnej nazwie YOLO. Odważyłem się – zjadłem i jeszcze żyję. Ale Milky jest jednak lepsze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s