Jak stałem się legalny

IMG_20150503_113221Jak ostatnio napisałem, że notka będzie krótka, to wcale taka krótka nie była. Zobaczymy jak będzie dzisiaj..

Tak jak wspomniałem wczoraj na Facebooku, dzisiejszy wpis poświęcony będzie temu, dlaczego tak się złożyło, że 3 maja ma dla mnie wyjątkowe znaczenie w tym roku.

3go maja, po blisko pół roku oczekiwania mój nowy, dziewiczy wręcz paszport otrzymał pierwszą „wlepkę” – wizę z pozwoleniem na pracę.


Ta notka będzie jedynie wstępem do dłuższego wpisu, który pojawi się w czerwcu – przy okazji corocznej Gay Pride w Tel Awiwie. Wtedy dokładniej przedstawię jak bardzo tęczowy jest Izrael.


Wracając jednak do tematu – tak jak wspomniałem, 3go maja stałem się posiadaczem ważnej przez rok wizy B1 pozwalającej mi na podjęcie legalnej pracy w Izraelu. Czekałem na to blisko pół roku, gdyż staranie się o ten dokument rozpoczęliśmy gdy byłem jeszcze w kraju. Z jednej strony chwilę to trwało, z drugiej jednak – akurat tego samego dnia na jednej z Facebookowych grup pojawił się wątek, w którym inni wspominali, że na wydanie tej wizy czekali nawet ponad rok. Mogę więc uważać się za szczęściarza. Z powodu czasu, w jakim otrzymałem ten dokument ale przede wszystkim z powodu regulacji prawnych obowiązujących w Izraelu.

Gdy próbowaliśmy załatwić wizę z pozwoleniem na pracę ale dla Dana, w Polsce, zderzaliśmy się z murem. A jedyną furtką, żeby przez ten mur przejść było przekonanie jakiegokolwiek pracodawcy, że Dan to akurat osoba, którą powinien zatrudnić i dlatego to właśnie on [pracodawca] powinien wystąpić o stosowną wizę.  Innego wyjścia dla nas właściwie nie było. Tutaj taka opcja też istnieje. Ale to z niej skorzystaliśmy. Skorzystaliśmy z możliwości, która w Polsce dla nas nie istnieje.

Izraelskie prawo przewiduje możliwość wydania wizy B1 (i tzw. interwizy pozwalającej na wielokrotne przekraczanie granicy) osobom będącym w nieformalnym (niezarejestrowanym ani w Izraelu ani w innym kraju) związku z obywatelem Izraela. Prawo to, czego jestem najlepszym przykładem, obejmuje również nieformalne związki jednopłciowe. W tym miejscu tylko wspomnę, a rozwinę w czerwcowej notce, że Izrael w 1994 dopuścił pary jednopłciowe do zawierania cywilnych związków partnerskich.

Skoro związek jest niesformalizowany, to w jaki sposób Misrad HaPnim (hebr. משרד הפנים , izraelski odpowiednik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych) sprawdza czy taki związek faktycznie istnieje? Cóż, muszę przyznać, że niektóre elementy całego procesu są dość… upokarzające. Urzędnik prowadzący sprawę, poza dość oczywistymi dokumentami jak odpis aktu urodzenia, zaświadczenie o niekaralności i zaświadczenie o stanie cywilnym, wymaga wspólnych zdjęć, listów polecających od rodziny i znajomych (tylko od strony partnera izraelskiego), w których to rodzina i znajomi powinni zapewnić, że znają nieizraelskiego partnera, że spędzają wspólnie czas itp.. Konieczne jest również przedstawienie dokumentów, z których można wywnioskować, że dwie osoby tworzą wspólnie gospodarstwo domowe – w naszym wypadku była to umowa wynajmu mieszkania w Warszawie. Dodatkowo, w trakcie procesu co chwilę pojawiają się jakieś mniejsze bądź większe opłaty, z czego największa jest tajemnicza blokada na koncie Dana, która nie do końca wiemy po co jest. Wiemy tylko, że to blokada środków, a nie opłata, co jest pocieszające, bo kwot jest pięciocyfrowa. Ale dowiedzieć się kiedy blokada zostanie zdjęta lub w jakich okolicznościach środki zostaną faktycznie pobrane graniczy z cudem. O cud się jeszcze nie otarliśmy.

Sama papierologia to w sumie pikuś, mimo że wszystkie zaświadczenia, odpisy, listy trzeba najpierw otrzymać, przetłumaczyć, załatwić apostile, zrobić ksera itp. Cały proces to także, a właściwie przede wszystkim spotkania we wspomnianym wcześniej urzędzie. Plusem jest to, że daną sprawę prowadzi jedna i ta sama osoba, ale nawet w takiej sytuacji zdarza się, że niektóre rzeczy trzeba powtarzać. Poza przekazaniem odpowiednich dokumentów, takie spotkania to głównie przeprowadzenie wywiadu, podczas którego padają różne, także dość intymne (ale nie aż tak jak pewnie sobie pomyśleliście! 😉 ) pytania. W sumie takich spotkań, w naszym wypadku było 4 albo 5, z czego jedno było „w wyższej instancji” w Jerozolimie. Ja miałem (nie)przyjemność wzięcia udziału w dwóch takich spotkaniach. Nadal w sumie nie wiem po co. Zarówno podczas „miejscowego” jak i „wyjazdowego” spotkania cichutko siedziałem i słuchałem jak Dan jest wypytywany o rzeczy wszelakie – począwszy od historii naszej znajomości, przez sposoby spędzania wolnego czasu i wymienianie prezentów jakie sobie kupiliśmy, a kończąc na jakże dziwnym pytaniu „Co w nim lubisz, co ci się podoba?”. Wszystko po hebrajsku, a ja siedzę jak kołek i wyłapuję o co chodzi. Ale do mnie pytań brak – siedziałem i się uśmiechałem. No ale czego się nie zrobi dla papierów.

W każdym razie… pół roku czekania, sporo cierpliwości i papierologii, ale w końcu jest. Nie muszę się martwić o deportację tak jak przez ostatnie kilka dni – dziwnym trafem, po powrocie z Polski z Wielkanocy otrzymałem an lotnisku wizę turystyczną ważną przez 9 dni. Od 19go kwietnia byłem w Izraelu w oparciu o nieważną wizę. Teraz mogę się nareszcie zabrać za szukanie pracy i przez kolejny rok liczyć na brak problemów na lotnisku. A za rok, mam nadzieję również bez problemów, wizę odnowić.

Przy okazji, kilka moich spostrzeżeń.

Po pierwsze – kontakt z ambasadą Izraela w Polsce. Jeszcze w drugiej połowie minionego roku kontaktowałem się z ambasadą, żeby dowiedzieć się o możliwe opcje. Niestety formularz kontaktowy na stronie miał ograniczenie ilości znaków – ledwo zdążyłem się przedstawić a już mi się skończyły znaki. Znalazłem jakiś adres mailowy, pod który wysłałem wiadomość. Dostałem odpowiedź, że skontaktowałem się z działem promocji. Ale od razu podano mi dane osoby, do której powinienem napisać oraz uwagi dotyczące wiadomości – że musi być po angielsku, hebrajsku lub rosyjsku i koniecznie muszę załączyć numer telefonu. No ok. Napisałem kolejnego maila, już do wskazanej osoby, załączyłem numer telefonu i ku mojemu zdziwieniu już następnego dnia rano oddzwoniła do mnie przemiła Pani, która wyjaśniła co i jak i zapewniła, że w razie kolejnych pytań mam pisać, a ona oddzwoni. Zawsze oddzwaniała. I zawsze kończyła rozmowę życząc powodzenia w procesie. Dla porównania, gdy kontaktowałem się mailowo z urzędem gminy w sprawie zaświadczenia o stanie cywilnym wolnym otrzymałem odpowiedź „nie ma takiego stanu cywilnego jak wolny. Może Pan być zamężny, wdowiec, rozwodnik albo kawaler”. Dopiero gdy wyjaśniłem, że chodzi mi o zaświadczenie o byciu stanu cywilnego: kawaler, to dostałem odpowiedź że takiego zaświadczenia nie ma. Ot tyle.

Po drugie, czytając później relacje innych przechodzących przez podobny proces, okazało się że nie ma ujednoliconych procedur dla wszystkich oddziałów. W Tel Awiwie wystarczy przedstawić dokumenty przetłumaczone przez biegłego tłumacza na język angielski. My, w mniejszej miejscowości, musieliśmy tłumaczyć dokumenty na hebrajski i mieć tłumaczenie potwierdzone notarialnie. Z drugiej jednak strony – tutaj na każde spotkanie czekaliśmy około 3 tygodni, podczas gdy w Tel Awiwie czas oczekiwania na każde spotkanie może wynieść nawet 4-6 miesięcy (!!).

Po trzecie, na każdym kroku spotykaliśmy się z wyjątkową życzliwością od urzędników państwowych. Niezależnie czy była to „nasza prowadząca”, urzędnik w Jerozolimie czy pracownik ambasady. Wszyscy wiedzieli z kim mają do czynienia, nie ukrywaliśmy ani naszej relacji ani nie wymyślaliśmy żadnej historii. „Nasza” urzędniczka była bardzo zafascynowana naszą historią (pomijając zainteresowanie wynikające z samego wywiadu). Znając naszą polską mentalność, to nawet gdyby takie rozwiązanie prawne byłoby możliwe, to nieraz zainteresowani spotykaliby się z niechęcią ze strony urzędników.

I na tym zaprzestanę na dzisiaj. Dzięki tej notce chyba wiecie czego można się spodziewać w czerwcu… 😉

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Jak stałem się legalny

  1. Pingback: Niewiarygodne ale prawdziwe! | Izrael od kuchni

  2. Pingback: Promocje i kredyty po izraelsku, czyli niewiarygodne ale prawdziwe część 2 | Izrael od kuchni

  3. Pingback: Purim praktycznie | Izrael od kuchni

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s