Jerusalem, if I forget you…

Jeruzalem, jeśli zapomnę o tobie,
niech uschnie moja prawica!
Niech język mi przyschnie do podniebienia,
jeśli nie będę pamiętał o tobie,
jeśli nie postawię Jeruzalem
ponad największą moją radość.

Księga Psalmów 137 5-6

Do Jerozolimy mogę wracać i wracać. Mogę chodzić tymi samymi uliczkami po stokroć i za każdym razem się nimi zachwycać. Gdy wracam do tego niezwykłego miasta, nogi niosą mnie często w te same miejsca, podziwiać te same widoki, które mimo że się w ogóle nie zmieniają, to nadal są wspaniałe. I tak już mam, że w różnych miejscach muszą mi towarzyszyć konkretne dźwięki. Stąd też muzyczny początek tej notki – Matisyahu. Niedawno zamienił wizerunek chasyda na starszego surfera, muzycznie też się trochę zmienił. Polecam tego „starego” Matisyahu z mocno religijnymi tekstami. Ale do rzeczy…

W jednej ze swoich książek, chyba „Izrael już nie frunie”, Paweł Smoliński zamieścił reportaż z Jerozolimy, w którym pierwszy raz spotkałem się z „Syndromem jerozolimskim”. Za Wikipedią:

Zaburzenie polega na tym, że osoby pod wpływem obecności w miejscach związanych z historią biblijną doznają psychicznego szoku, utożsamiają się z postaciami biblijnymi.

Nie jestem osobą ani bardzo religijną, ani nawet religijną, ale gdy pierwszy raz przekroczyłem mury Starego Miasta od razu zrozumiałem skąd te ~200 przypadków syndromu jerozolimskiego rocznie. To miasto, a w szczególności część w obrębie murów, to coś magicznego. Postaram się w dalszej części uniknąć tak banalnych stwierdzeń (może być ciężko) i pokazać Wam „moją Jerozolimę” i miejsca, które lubię w tym mieście najbardziej. Większość z nich jest z wiadomych powodów bardzo turystyczna, aczkolwiek jest kilka „perełek”, w których turystów jest sporo mniej.

Zapraszam na spacer… długi i trochę męczący ale jednak spacer – osobiście nie jestem wielkim fanem komunikacji miejskiej, wolę chodzić i błądzić – zawsze można wtedy znaleźć coś ciekawego.


Panorama Wzgórza Świątynnego

Panorama Wzgórza Świątynnego

Do Jerozolimy najlepiej przyjechać autobusem. Pociąg może i jest trochę bardziej komfortowy, ale stacja kolejowa w mieście znajduje się w niespecjalnie dogodnym miejscu. Dworzec autobusowy jest tak umiejscowiony, że doskonale nadaje się na początek spaceru. Autobus z Tel Awiwu do Jerozolimy kosztuje około 20 NIS, a podróż zajmuje niecałą godzinę. Warto siedzieć przy oknie, gdyż już widoki po drodze są ciekawe. Im bliżej miasta tym wyżej położona jest droga, a po jej bokach rozpościerają się malownicze doliny z mniejszymi i większymi miejscowościami.

Po wyjściu z dworca właściwie od razu trafiamy na Jaffa Road, której trzymam się praktycznie do samych murów Starego Miasta. Tę drogę bardzo łatwo poznać, gdyż to właśnie nią porusza się jedyna linia naziemnej kolejki w mieście. Można z niej skorzystać aby dostać się pod mury Starego Miasta albo w okolicy Yad Vashem. Oczywiście trzeba pamiętać o zakupie biletu, który wcale nie jest taki tani (jak w sumie wszystko w tym kraju). Przez pierwsze kilka miesięcy po otwarciu, przejazdy były bezpłatne aby przekonać jak najwięcej osób do korzystania z tego dobrodziejstwa techniki. Obecnie za jedną przejażdżkę, niezależnie jak długą, należy zapłacić blisko 7 NIS.

Jaffa Road po zmroku

Jaffa Road po zmroku

Z początku Jaffa Road nie kusi specjalnie swoją urodą. Im dalej jednak nią idziemy, tym bardziej zaczyna przypominać ona deptak z tłumem, który rozstępuje się, by ustąpić miejsce przejeżdżającemu pociągowi. Tłum to wyjątkowa mieszanka turystów z aparatami i miejscowych, którzy często-gęsto ubrani są w schludne czarne garnitury spod których wystają cicit –frędzle będące częścią tradycyjnego okrycia – talit katan, a na głowach noszą czarne kapelusze z szerokim rondem.

Niezależnie od tego, czy akurat jestem w potrzebie, zawsze zachodzę na rynek Mahane Jehuda. Targi/rynki/suki/shuq w Izraelu (i w ogóle na Bliskim Wschodzie) to coś wspaniałego. Feeria kolorów świeżych owoców i warzyw, bogactwo zapachów przypraw usypanych w kopczyki, gwar przekrzykujących się handlarzy. Dla takiego foodie jak ja, takie targi to po prostu raj. Trzeba tylko uważać, zwłaszcza na tych bardziej turystycznych, aby przypadkiem nie paść ofiarą „turystycznej ceny”, która może być nawet dwa razy wyższa niż normalna. Stoiska ze świeżymi warzywami i owocami przeplatają się z rzeźnikami, sklepami rybnymi, stoiskami ze słodyczami (CHAŁWA!) i sklepikami z przysłowiowym mydłem i powidłem. Gdzieś czytałem, że pomiędzy straganami można znaleźć bardzo dobre małe knajpki – nie wiem nie sprawdzałem.

Wiem natomiast, że kawałek dalej idąc Jaffa Road i odbijając w prawo można umrzeć z przesłodzenia. Ale umrzeć szczęśliwym po zjedzeniu gofrów z Babette. Maluteńki lokal z kolorowym frontem serwuje gofry, ale z takimi dodatkami jakich u nas w Sopocie czy na Helu się ie dostanie. Zamiast bitej śmietany z automatu – krem z kasztanów albo krem z chałwy (CHAŁWA!) a wszystko posypane orzechami, albo ciasteczkami, albo czekoladą. Możliwości wiele. Polecam! Zawsze jak jestem w Jerozolimie, to muszę tam zajrzeć i spróbować którejś z kombinacji. PS: Jak macie stary telefon Nokia przy sobie, to możecie dostać jakiś gratis 🙂 Przy okazji można też oddalić się od Jaffa Road i poszwędać się po tej, bardziej rozrywkowej części miasta – jerozolimskim Monte Cassino albo innym Nowym Świecie.

Im bliżej murów Starego Miasta, tym ciekawsze rzeczy można spotkać. Odchodząc z Jaffa Road tym razem w lewo dochodzimy do ponad 150 letniego Soboru Trójcy Świętej. Ta prawosławna świątynia pozwala już teraz uzmysłowić sobie z jak wielką różnorodnością wyznaniową i architektoniczną mamy do czynienia w Jerozolimie.

Zamiast wracać do głównej drogi, można tyłami sądu magistrackiego przejść na plac Safra i dalej przez mały park z cementowymi poduszkami (tak, tak – cementowymi poduszkami) aż do skrzyżowania Jaffa Road z ulicą Shlomo ha-Melekh. I już widzimy przed sobą potężne mury, za którymi kryje się Stare Miasto. Odchodząc od Soboru trzeba tylko uważać, żeby nie iść w złym kierunku. Kilkadziesiąt metrów na północ zaczyna się Mea Shearim – ultra-ortodoksyjna dzielnica Jerozolimy, gdzie mieszkańcy przywiązują bardzo dużą wagę do przestrzegania prawa religijnego!

Pierwsze wzmianki o Jerozolimie pojawiają się już w XI w.p.n.e. kiedy to istniało Miasto Dawida będące obecnie poza murami Starego Miasta. Dopiero w okolicach V w.p.n.e. miasto przeniosło się mniej więcej na tereny obecnie zajmowane przez Stare miasto. Przez kolejne wieki miasto przechodziło z rąk do rąk – było we władaniu między innymi Kalifatu, chrześcijan w wyniku Wojny Krzyżowej, muzułmanów pod przywództwem Saladyna, Imperium Rzymskiego, Tatarów aż w końcu Imperium Osmańskiego, które to wybudowało mury w obecnym zarysie. Co ciekawe, do 1860 roku miasto w obrębach murów stanowiło całość Jerozolimy. W czasie Wojny o Niepodległość w 1948 roku, Jerozolima przeszła w ręce Jordanii. Izrael odbił miasto dopiero w trakcie Wojny Sześciodniowej w 1967 roku i ku uczczeniu tego faktu 28 dzień miesiąca Iyar to Dzień Jerozolimy. W tym roku wypadał w niedzielę 17 maja, więc i data wpisu nie jest przypadkowa 😉 W 1981 na wniosek Jordańczyków, Stare Miasto w Jerozolimie zostało wpisane na Listę światowego dziedzictwa UNESCO, a rok później – również na wniosek Jordanii – Listę zagrożonego światowego dziedzictwa UNESCO.

Miasto w obrębach muru nadal podzielone jest na cztery kwartały – żydowski, muzułmański, chrześcijański i ormiański. Każdy kwartał „żyje swoim życiem” i widocznie różni się od pozostałych, zarówno architekturą jak i (oczywiście) mieszkańcami. Swoją drogą, na Starym Mieście mieszka według szacunków około 36 000 ludzi, z których zdecydowana większość to muzułmanie (około 27 500). Każda dzielnica ma swój unikatowy charakter; na ulicach żydowskiej chłopcy w białych koszulach i blond pejsami grają w piłkę, a z jesziw (szkół religijnych) dobiega rytmiczny głos czytający Torę. Muzułmańska dzielnica wydaje się kwitnąć handlem; straganami nie tylko z pamiątkami ale także z ubraniami i zabawkami, w których kupują „miejscowi”, a pomiędzy małymi piekarniami znajdują się zdominowane przez mężczyzn palarnie fajek wodnych albo salony golibrodów.

Ja zazwyczaj przekraczam mury przez Bramę Jafy. Zaraz obok niej znajduje się punkt informacji turystycznej, w której można się chociażby dowiedzieć o godziny otwarcia dla turystów Wzgórza Świątynnego. Przed nią także zbierają się grupy do darmowego (lub nie, w zależności od wybranego programu) zwiedzania organizowanego przez Sandemans New Jursalem Tours. Swoją drogą ich polecam – za pierwszym razem skorzystałem z ich Free Tour i to była takie „Stare Miasto w pigułce”, które spokojnie można potem rozwinąć samemu lub w kolejnych (już płatnych) wycieczkach tematycznych.

Labirynty uliczek Starego Miasta to wspaniałe miejsce, żeby się po prostu zgubić i odkrywać to miejsce w ten, dość chaotyczny sposób. Raz w taki sposób trafiłem na czyjś dach. Można też od razu kierować się w miejsca, które interesują najbardziej. Myślę, że niezależnie od wyznania warto zajrzeć do najważniejszych miejsc dla każdej z trzech religii. Ja w każdym z tych miejsc odnajduję coś interesującego, każde fascynuje mnie na innej płaszczyźnie.

Bazylika Grobu Świętego to dla mnie miejsce nie tyle ważne, co fascynujące ze względu na tłumy, które się przez to miejsce przewijają oraz ich „aktywność”. W skrócie, jest to świątynia stojąca na miejscu biblijnej Golgoty. To tutaj Jezus miał zostać ukrzyżowany, a następnie złożony do grobu. W środku kościoła znaleźć można oczywiście zarówno miejsce, w które zatknięty miał być krzyż Chrystusa, jak i kamień na którym złożono i namaszczono jego ciało (kamień znajduje się zaraz przy wejściu i jest okupowany przez wiernych) oraz oczywiście sam Grób Pański, do którego trzeba wystać swoje w kolejce. Sama świątynia to jednak niezwykle interesują budowla będąca mieszanką stylów architektonicznych i pełna wpływów różnych odłamów chrześcijaństwa. Jej obecny kształt jest przede wszystkim wynikiem burzliwej historii miasta, w wyniku której świątynię niszczono, odbudowywano, przebudowywano i rozbudowywano na przestrzeni blisko 1800 lat. Bazylika należy do kilku wyznań chrześcijańskich, których relacje regulowane są przez Status Quo, który ustala kto i kiedy może dokonywać swoich obrzędów oraz do jakich pomieszczeń ma dostęp. Klucze do głównego wejścia do świątyni znajdują się w rękach dwóch arabskich rodzin, które codziennie otwierają i zamykają kościół – nieprzerwanie od XIII w.

Bazylika Grobu Pańskiego to również ostatnie stacje Drogi Krzyżowej – Via Dolorosa – Drogi Cierpienia. Każdy może przejść całą trasę, wszystkie XIV stacji. Również trzymając krzyż, który można wypożyczyć. Stacje znajdujące się na zewnątrz kościoła oznaczone są charakterystycznymi płytami z numerem stacji. Czasami trudno je zauważyć, gdyż mogą być przysłonięte przez jakiś stragan. Moim zdaniem, na szczególną uwagę z czysto patriotycznych powodów, zasługuje III stacja, przy której znajduje się ormiańska kaplica zbudowana/odbudowana przez żołnierzy Armii Andersa w latach ’40.

Ściana Płaczu to dla mnie z kolei miejsce, w którym można się wyciszyć. Zwłaszcza w godzinach wieczornych, gdy dużo mnie jest turystów. Kilkudziesięciometrowy mur stanowi jedynie skromną pozostałość po potężnej Drugiej Świątyni Jerozolimskiej wybudowanej w 19 r.p.n.e., obecnie najważniejsze miejsce kultu dla społeczności żydowskiej. Po lewej stronie, dużo większa strefa dla mężczyzn, po prawej skromniejsza dla kobiet. Po obu stronach muru, pomiędzy kamienie modlący się wkładają karteczki z prośbami. Wyjątkowo hipnotyzujące jest obserwowanie rytmicznie kiwających się w przód i w tył modlących się Żydów; tych bardziej i mniej ortodoksyjnych. Kilka lat temu byłem pod Ścianą Płaczu późno wieczór i to jeszcze w tygodniu poprzedzającym Żydowski Nowy Rok. Niesamowite doświadczenie. Turystów można było policzyć na palcach jednej ręki, a zgromadzony tłum w zdecydowanej większości składał się z Żydów ortodoksyjnych; wszyscy się modlili. Ach, panowie! Wchodząc pod sam Mur nie zapomnijcie założyć jarmułki!

Stojąc pod Ścianą Płaczu w oczy rzuca się bardzo charakterystyczna konstrukcja po prawej strony – drewniany pomost. To wejście na Wzgórze Świątynne, na którym znajduje się charakterystyczna Kopula na Skale. Aby dostać się na Wzgórze należy odstać swoje w kolejce – chętnych jest zawsze sporo, a godziny, w których można to miejsce zwiedzać są ściśle określone – ostatnio były to dwa możliwe okienka: 7:30-10:00 oraz 12:30-13:30, ale warto się zawsze upewnić czy to w hostelu czy w informacji przy Bramie Jafy. Na Wzgórzu Świątynnym znajdują się dwa bardzo ważne obiekty – Meczet Al-Aqsa będący trzecim najważniejszym miejscem dla wyznawców Mahometa oraz wspomniana już złota Kopuła na Skale, która ważna jest zarówno dla Muzułmanów i Żydów. Według Koranu to właśnie w tym miejscu Mahomet dostąpił wniebowstąpienia. Natomiast według Tory i Talmudu, złota kopuła góruje nad kamieniem, na którym Abraham miał poświęcić swojego syna. Niestety, obecnie zarówno do meczetu jak i do Kopuły na Skale wstęp mają jedynie Muzułmanie. Do woli można natomiast podziwiać tę przepiękną budowlę z zewnątrz. Zachwyca mnie jej kolorystyka i detale wykonania; kolorowe kafle, przepiękne zdobienia, arabeskowe okna i do tego ta błyszcząca kopuła. Poza tym warto zwrócić uwagę na przepiękny widok z jednej strony na Wzgórze Oliwne, a z drugiej na Stare Miasto.

Herbata z miętą za Bramą Kupców Bawełny

Herbata z miętą za Bramą Kupców Bawełny

Opuszczając Wzgórze warto wybrać Bramę Kupców Bawełny (Cotton Merchant’s Gate), za którą ja zawsze zatrzymuję się na chwilę. Siadam na jednym z niskich taborecików, przy niewielkim stoliczku i zamawiam bardzo słodką ale orzeźwiającą herbatę z liśćmi mięty. Serwowana w prostych szklankach, z intensywnie zieloną miętą i zdecydowanie za dużą ilością cukru, nalewana w charakterystyczny dla krajów arabskich sposób; z małego czajniczka nalewa się bardzo mocną esencję herbacianą, którą następnie rozcieńcza się gorącą wodą. Mniejszy czajnik z esencją odstawia się na górę dużo większego z wodą. W podobny sposób parzyliśmy sobie herbatę, gdy mieszkałem w Turcji. Tyle tylko, że wtedy piliśmy ją z malutkich filiżanek o kształcie tulipana. Z tego co zauważyłem, bardzo mało turystów decyduje się skorzystać z tej bramy, a co dopiero zatrzymać się na herbatę. Może wynika to z faktu, że miejsce to częściej odwiedzane jest przez miejscowych? A może z powodu przeświadczenia, że „uliczne” jedzenie jest szkodliwe i można się nabawić problemów żołądkowych? Od siebie dodam, że moim zdaniem omijając takie miejsca dużo się traci. Nie wyobrażam sobie niepróbowania miejscowych smakołyków właśnie z takich miejsc – przecież to jest właśnie to autentyczne doświadczenie, a nie „all inclusive” w hotelu. Koniec dygresji.

Kolejnym miejscem, które staram się odwiedzić właściwie za każdym razem jest Góra Oliwna leżąca na wschód od Starego Miasta. Widać ją doskonale ze Wzgórza Świątynnego – biało-kremowe wzniesienie ozdobione różnymi świątyniami. Skąd ten kolor? zapytacie. Odpowiedź otrzymujemy wspinając się do punktu widokowego na Wzgórzu. Całe zbocze to nic innego jak żydowski cmentarz. Ogromny cmentarz. Od razu w oczy rzuca się jego jednorodność – proste płyty nagrobne, z jasnego kamienia. Ze świecą szukać wielkich grobowców z milionem ozdób, granitowymi wazonami na plastikowe kwiaty. Widok zapiera dech w piersi, zwłaszcza gdy w końcu dojdzie się do punktu widokowego, z którego rozpościera się przepiękny widok – cmentarz, mury Starego Miasta, górująca nad wszystkim złota Kopuła na Skale, gęsta zabudowa Starego Miasta, a na horyzoncie bardziej nowoczesna zabudowa miasta.

Po drodze jednak warto zatrzymać się w kilku miejscach. Najlepsza droga z i z powrotem na Stare Miasto prowadzi przez Lwią Bramę, która wydaje się być logicznym wyjściem w drodze z Ogrójca do siedziby Poncjusza Piłata. Nim jednak dojdziemy do ogrodu oliwnego, w którym drzewa oliwkowe faktycznie pamiętają czasy chrystusowe warto zejść pod ziemię. Do Kościoła Grobu Najświętszej Maryi Panny. Od małego uwielbiałem zapach kościelnych kadzideł, który w tym malutkim kościółku jest wręcz wszechobecny. Podobnie jak wszechobecne są zwisające ze sklepienia kolorowe kadzidła.

W dalszej drodze pod górę, krętą, stromą i wąską asfaltową drogą, na której trzeba uważać na kursujące taksówki, warto zatrzymać się również w kilku innych świątyniach. Ich godziny otwarcia dla zwiedzających są różne, więc może się zdarzyć, że jednak nigdzie nie wejdziemy. Nie należy się jednak zrażać. Najbardziej charakterystyczna jest prawosławna Cerkiew św. Marii Magdaleny – z daleka wyróżnia się ona złotymi, przypominającymi cebule, kopułami. Jeszcze wyżej znajduje się bardzo mała i skromna kaplica Dominus flevit, zbudowana rzekomo w miejscu, w którym Jezus zapłakał nad zburzeniem Jerozolimy. Od jednego z przewodników usłyszałem, że kaplica została specjalnie zbudowana w ten sposób, żeby stojąc w centralnym punkcie budynku zobaczyć Bazylikę Grobu Świętego w środkowej części ołtarza. Niestety nie udało mi się znaleźć potwierdzenia tej „legendy”, choć sam widok wydaje się to potwierdzać.

Na szczycie Góry Oliwnej czeka na nas wspomniana przeze mnie przepiękna panorama miasta. Warto się wypocić, żeby to zobaczyć na własne oczy. Swoją drogą, zawsze idąc na szczyt mijam co najmniej jedną wycieczkę zorganizowaną, w której średnia wieku to 60+. Szczerze podziwiam. Takie wyjazdy pielgrzymkowe mają zazwyczaj bardzo napięty program, więc nie można sobie pozwolić na rozciągnięcie wizyty w Jerozolimie w czasie. Dlatego wszystko trzeba zrobić w tempie. Cudem jest to, że z takich pielgrzymek wraca tyle osób ile na nie pojechało.

Widok z Góry Oliwnej

Widok z Góry Oliwnej dla którego chyba warto się na nią wspiąć

Mam jednak nadzieję, że Wy dacie radę. Nawet jeżeli zostaniecie w tym magicznym mieście na dłużej. Tutaj można się gubić i zawsze znajdować coś nowego, coś ciekawego. Dla mnie, powyższe miejsca to taki „plan minimum” na jednodniowy wyjazd „w pigułce”.

A Wy macie swoje ulubione miejsca w Jerozolimie?

I jak zwykle mapka:

PS: Matisyahu, którego piosenką rozpocząłem ten wpis, będzie gwiazdą Festiwalu Warszawa Singera. Szczerze polecam – miałem okazję zobaczyć go na koncercie w 2010, jeszcze za czasów chasydzkiej brody i pejsów. Niesamowite przeżycie. Nowsze płyty są, moim zdaniem, mniej spirytystyczne ale równie dobrze się ich słucha. Ze sceny czuć potężną pozytywną energię – polecam!

Reklamy

13 uwag do wpisu “Jerusalem, if I forget you…

  1. Pingback: Jerozolima skąpana w świetle | Izrael od kuchni

  2. Pingback: Ortodoksyjny problem | Izrael od kuchni

  3. Pingback: Tel Awiw raz! Artystycznie i architektonicznie. | Izrael od kuchni

  4. Pingback: (S)pokój w układzie 50/50. | Izrael od kuchni

  5. Pingback: „Pamiętaj, aby dzień święty święcić” | Izrael od kuchni

  6. Pingback: Tłusty tydzień i cud pomnożenia | Izrael od kuchni

  7. Pingback: Intifada noży przeciwko turystom | Izrael od kuchni

  8. Pingback: Zamieszanie pod Ścianą Płaczu | Izrael od kuchni

  9. Pingback: Czerwone Południe | Izrael od kuchni

  10. Pingback: Alija, czyli o powrotach | Izrael od kuchni

  11. Pingback: Dni wolne i grillowanie po Izraelsku | Izrael od kuchni

  12. Pingback: W Tel Awiwie się bawią, gdzie indziej walczą | Izrael od kuchni

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s