Promocje i kredyty po izraelsku, czyli niewiarygodne ale prawdziwe część 2

Jest Jak zaczynałem pisać była godzina 19, a z nieba nadal leje się żar, mimo że słońce już chyli się ku zachodowi. Nadal jest w okolicach 40 stopni, a przy takiej pogodzie nie ma się ochoty na cokolwiek. Żeby jednak się przyzwyczajać do takiego stanu rzeczy (miesiące letnie nadciągają, a wtedy to będzie standard) zabieram się za kolejną notkę. A jej pisanie skończyłem tydzień później – jakoś mi nie po drodze było z blogiem. Trafił się do tego weekend za miastem i takie tam… ale skończyłem!

Poprzednia notka o tym, co Polaków może zaskoczyć w Izraelu spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem, dlatego dzisiaj kolejna część ze spostrzeżeniami moimi, Ani i Agaty. Tym razem wszystko będzie się kręciło wokół pieniędzy i handlu! I będzie bez zdjęć, sorry!

6. Jeśli coś nie jest w promocji, to zaraz będzie

Ni mniej, ni więcej. Osoby, które mają zachowania kompulsywne i jak widzą promocję, to muszą z niej skorzystać tutaj zbankrutowałyby przy pierwszej wizycie w dużym supermarkecie. Gdy co tydzień jedziemy do hipermarketu na całotygodniowe zakupy, to w promocji jest zawsze coś innego. A są to promocje głównie w mechanice „3+1 gratis” czy „X sztuk za Y szekli”. Niby u nas jest podobnie, ale patrząc na ceny promocyjne… momentami sam łapię się za głowę i zastanawiam się gdzie w tym wszystkim logika. Jedna sztuka jakiegoś produktu – 8 NIS. Ale jak kupisz dwie sztuki, to zapłacisz w sumie 10 NIS. Co więcej, promocje to nie jest domena tylko sklepów wielkopowierzchniowych czy sieciówek. Właściwie w każdym punkcie, który coś sprzedaje, znajdzie się jakaś promocja. Zdarzyło nam się kupować pieczywo w pobliskiej piekarni; Przy kasie powiedziano nam, żebyśmy dobrali jeszcze jedną sztukę, bo na te konkretne bułki jest akurat promocja i taniej wyjdzie kupić trzy aniżeli dwie.

Produkty w promocji, jak i u nas, pojawiają się dość losowo. Chyba że jest specjalna okazja. Przed świętem Purim w promocji były czekoladki, batoniki i inne słodycze oraz… koszyczki. Wszystko po to, aby w korzystnej cenie sprezentować komuś tradycyjny słodki podarunek. Gdy skończyła się Pascha, półki uginały się od chamecu – makaronów, mąki, pieczywa… wszystko było w promocji. Paczka makaronu za 5 NIS, kup 3 zapłacisz 12. Gdy natomiast zbliżał się Szawuot, w promocji był właściwie cały nabiał. CAŁY, dosłownie wszystko.

Co dodatkowo fajne przy okazji wszechobecnych promocji, to ich wyszczególnianie na paragonach. Od kilku lat prowadzimy finanse i przeglądamy paragony, więc coś takiego jest naprawdę przydatne. Na krótko po przyjeździe musieliśmy zrobić spore zakupy, nie tylko spożywcze ale także dokupić jakieś podstawowe wyposażenie. Za zakupy zapłaciliśmy ponad 800 NIS. Bez promocji musielibyśmy zapłacić ponad 1600 NIS.

Tutaj jednak z tymi promocjami należy się dużo bardziej pilnować, bo można się przejechać kupując dużo, a później równie dużo rzeczy wyrzucając.

7. Plastikowe pieniądze

Jak ktoś wpadnie w ten zakupowy szał, to przy kasie może się zorientować, że nawet mimo promocji rachunek jest dość wysoki. Co robi wtedy przeciętny Izraelczyk? Sięga do portfela po kartę kredytową i prosi (o ile kasjerka sama nie spytała) o… rozbicie zakupów na raty. Ot tak.

Po pierwsze – właściwie każdy ma tutaj kartę kredytową – kredytową, nie debetową – i korzysta z niej wszędzie przy okazji wszelkich możliwych zakupów. Chyba tylko na zwykłym targu może być ciężko z płatnością kartą, ale tak poza tym, to nawet 5 NIS za kawę płaci się plastikiem. Co ciekawe, mimo takiej powszechności kart, jeszcze nigdzie nie widziałem terminalu do transakcji zbliżeniowych. Przy każdej transakcji kartę trzeba przeciągnąć paskiem magnetycznym i w większości przypadków podpisać paragon. Ale nie zawsze – czasami nie trzeba nawet podpisywać. Z tego co zauważyłem, to zazwyczaj są to transakcje wartościowo porównywalne z naszymi zbliżeniowymi bez potwierdzania kodem PIN – do około 50 NIS. A właśnie kod PIN – potrzebny jest przy wypłacie z bankomatu. Nawet korzystając z kas samoobsługowych i płacąc kartą trzeba się podpisać. Rysikiem. Na ekranie.

Po drugie – raty. Tak, tak, o raty nie trzeba wnioskować, wypełniać druczków itp. Wystarczy przy kasie poprosić o podzielenie na X rat, kasjerka wklepie to w terminal i już. Nawet nie trzeba się martwić o terminowe spłacanie rat, bo rata ściągnie się z karty sama. Żyć nie umierać, pod warunkiem, że potrafi się kontrolować swoje wydatki. Taki brak kontroli nad płatnościami może być momentami zgubny – wydaje Ci się, że masz jeszcze sporo pieniędzy, a tu BUM, wskakuje Ci rata za meble z IKEI i wielkie zakupy z supermarketu. Nie żebym mówił z doświadczenia… przecież ja tutaj nie mam nawet karty 😉

Nie można też nie wspomnieć o wszelkiego rodzaju kartach upominkowych, którymi firmy nagradzają pracowników z okazji wszelakich świąt. Masa ludzi z tego korzysta.

8. Pytać o pieniądze? Czemu nie.

Język hebrajski już sam z siebie wymusza skrócenie dystansu pomiędzy rozmówcami. W codziennym użyciu nie funkcjonuje grzecznościowy zwrot Pan/Pani – od razu jest się „na ty”. Oczywiście istnieją w języku słowa „pan” i „pani”, ale ich użycie często jest sarkastyczne albo pada z ust kogoś, kto stara się wypowiadać niezwykle poprawnym językiem, językiem który moi lektorzy z lekkim uśmiechem określali „higher Hebrew”. Sami Izraelczycy nie wydają się mieć z tym problemu, bo już w naturze mają może nie tyle spoufalanie, co właśnie otwartość w stosunku do rozmówcy, nawet jeżeli to ktoś nowo poznany. Po wymianie imion od razu zaczyna się deszcz pytań o pochodzenie, cel wizyty i cała masę innych rzeczy. Z tą różnicą, że taka wymiana zdań jest dużo sympatyczniejsza, aniżeli odpowiadanie na podobne pytania przed urzędnikiem celnym na lotnisku (albo w Misrad HaPnim). Z tego co sam zauważyłem, to nie ma specjalnie tematów tabu (no chyba że rozmawiamy z jakimś haredim), a z opowiadań dziewczyn wynika, że tematem tabu na pewno nie jest ani wiek, ani pytanie o zarobki. O tym się po prostu otwarcie rozmawia, no bo co tu kryć. Osobiście wydaje mi się, że to trochę wynika z niejakiej potrzeby klasyfikowania. Miejscowi bardzo dużo są w stanie powiedzieć o osobie w oparciu o to, gdzie ktoś mieszka, czym się zajmuje, gdzie pracuje. Są w stanie ocenić „wartość” rozmówcy. Ale i tak najciekawsze są sytuacje, gdy w jakiś sposób wytrąca się ich z pewnych założeń; „nie, nie przyjechałem na wakacje” „tak, mieszkam tu” „nie, nie robię aliji, nie jestem żydem” Każda taka odpowiedź to kolejne pytania… bo czemu niby nie pytać? 🙂

 9. Najlepsza obsługa w Izraelu bierze tipy.

Bez owijania w bawełnę – w żadnym innym kraju nie spotkałem się z obsługą klienta na tak wysokim poziomie jak tutaj. Nie przypominam sobie sytuacji, żebym w barze czy restauracji trafił na kogoś nieuprzejmego, czy nie w humorze. Wręcz przeciwnie, z każdym można pogadać, zażartować, wdać się w krótką rozmowę o byle czym, zawsze z uśmiechem. A do tego kelner(ka) potrafi powiedzieć wprost „Na Waszym miejscu bym tego nie zamawiała. Nie dzisiaj.” Takie rzeczy się docenia.

Tak samo jak docenia się drobne „prezenty” od obsługi. Na przykład gdy musieliśmy pojechać do Jerozolimy, w ramach procesu „legalizowania” mojej skromnej osoby. Wcześnie wstaliśmy z założeniem, że będziemy w Jerozolimie przed czasem i tam coś zjemy na śniadanie. Mieliśmy co prawda jedynie 15 czy 20 minut, ale akurat koło urzędu była mała kawiarnio-piekarnia, do której zaszliśmy i zamówiliśmy po gorącej kanapce i kawie. Od razu zaznaczyliśmy, że trochę nam się spieszy. Gdy byliśmy już bliżej końca kawy, z marginesem dosłownie 5-7 minut, kanapek nadal nie było. Obsługa przyznała, że to faktycznie trochę dłużej trwa, bo jesteśmy pierwsi tego dnia i maszyna się musi nagrzać… Pół minuty później do ostatnich łyków kawy mieliśmy purimowe uszy Hamana. Po kolejnej minucie były i kanapki, razem z przeprosinami. Innym razem, w naszej ulubionej knajpie specjalizującej się w hummusie dostaliśmy na koszt firmy kilka falafeli – na kuchni ktoś się pomylił i przygotował niezamówioną porcję. Nie będą przecież czekać, aż ktoś zamówi akurat taką porcję, a że siedzieliśmy w pobliżu, to porcja wylądowała na naszym stole. Znowu – mała rzecz, a cieszy.

Z opowieści znajomych (samemu nie miałem takiej potrzeby) słyszałem, że knajpy nie robią problemów z wymienianiem potraw, które po prostu nie smakują (nie źle przyrządzone, przypalone, z włosem czy coś – po prostu nie smakuje!). Oczywiście na koszt firmy. Ale jako że nic nie ma za darmo, to takie bardzo pro-klienckie podejście z pewnością przekłada się na wyższe ceny w knajpach (które są wystarczająco wysokie – „bo Izrael”). Pamiętam jak znajoma stąd, która akurat przyleciała do Polski narzekała, że w kawiarni w Warszawie kazali jej zapłacić za coś, co jej nie smakowało i za to, co zamówiła w zamian.

Oczywiście za takie pro-klienckie i sympatyczne traktowanie oczekiwana jest zapłata w postaci napiwku. W zdecydowanej większości miejsc tipy są nieobowiązkowe ale oczekiwane. I faktycznie, sporą część klientów zostawia te minimum 10%. I to nie tylko w barach i restauracjach ale także u fryzjerów czy mechaników. Praktyka o której słyszałem wcześniej, ale przyznam szczerze w Polsce nie spotkałem (ręka w górę kto daje tipy u fryzjera). Muszę sobie zapisać, żeby przy okazji notki finansowej (a taka jest w planach) wybadać kwestię wynagrodzeń w knajpach i tipów. Tak z ciekawości.


I wystarczy 🙂
A ja zaczynam się zabierać za kolejną notkę. Przecież jest czerwiec, to taki dumny miesiąc!

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Promocje i kredyty po izraelsku, czyli niewiarygodne ale prawdziwe część 2

  1. Pingback: Czy w XXI wieku Żyd ma pieniążek? Czy ma 5 szekli? | Izrael od kuchni

  2. Pingback: Izrael praktycznie | Izrael od kuchni

  3. Pingback: Co mnie zaskoczyło, co mnie zadziwiło – część 3 | Izrael od kuchni

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s