Czy Warszawa maszeruje jak Tel Awiw?

The best thing about Tel Aviv is that you don’t need to really have gay bars and gay places because everything is gay friendly.

Najlepsze w Tel Awiwie jest to, że tutaj tak naprawdę nie potrzeba gejjowskich barów czy w ogóle gejowskich miejsc, ponieważ wszystkie miejsca są po prostu gay-friendly.

Saar Pelles, wyoutowany izraelski prezenter i producent telewizyjny, aktywista na rzecz LGBT

11390095_10152775553886876_7640143020705745029_n

Panorama Tel Awiwu z tęczowym Urzędem Miasta; autor nieznany

Tymi słowami kończył się wspomniany przeze mnie w poprzedniej notce film „Undressing Israel”. A ja dla odmiany tymi słowami go zacząłem, żeby już na początku określić jakim miastem jest Tel Awiw. Bo, moim zdaniem, zdanie to idealnie określa to miejsce na ziemi.

Już na podstawie tego jednego zdania można by pokusić się o sformułowanie odpowiedzi na postawione w tytule posta pytanie – czy Warszawa maszeruje jak Tel Awiw? Czy Warszawa, jeśli chodzi o kwestie społeczności LGBT, może być w jakikolwiek przyrównana do Tel Awiwu? A może bliższe będzie porównanie stolicy do stolicy Izraela, Jerozolimy? Postaram się na swój sposób odpowiedzieć w tej notce.

Telawiwski marsz, który przyczynił się do tej serii notek, nie jest jedynym, który odbywa się w Izraelu. Ta parada faktycznie jest największa, najszerzej reklamowana, ale poza nią w ciągu roku odbywa się kilka innych, dużo mniejszych, skromniejszych i bardziej lokalnych demonstracji (nie lubię tego słowa w tym kontekście, za bardzo kojarzy mi się z górnikami, stoczniowcami i pielęgniarkami) w innych miastach Izraela. Jak w Polsce – wszyscy skupiają się na warszawskiej Paradzie Równości, ale przecież są też marsze w Poznaniu, Krakowie, czy począwszy od tego roku, także w moim rodzimym Trójmieście. Jest jednak jedno wydarzenie tutaj, które aż nadto przypomina te znane z polskich miast. Jerozolima, bo o niej mowa może pochwalić się paradą/marszem ledwie rok młodszą niż warszawska Parada Równości, ale z podobnymi „perturbacjami” po drodze. I całkiem zbliżoną frekwencją – marsz jerozolimski gromadzi około 10 000 osób – Parada Równości niewiele więcej (choć w tym roku ponoć ma być dużo więcej. Zobaczymy…).

Pierwszy przemarsz środowisk LGBT w Jerozolimie odbył się w 2002 roku; rok wcześniej podobny marsz po raz pierwszy przeszedł przez Warszawę. Organizatorem było założone w 1997 roku stowarzyszenie Jerusalem Open House Pride and Tolerance, w skrócie JOH. Instytucja ta działająca w stolicy Izraela po dzień dzisiejszy jest jednym z ważniejszych przedsięwzięć tego typu w kraju, najważniejszym chyba w samej Jerozolimie. Patrząc na ich działalność w zakresie organizacji corocznych marszów można odnieść wrażenie, że to historia bliźniaczo podobna do warszawskiego podwórka.

Parada Równości w Warszawie w 2011 roku

Parada Równości w Warszawie w 2011 roku

W 2005 roku władze Jerozolimy zakazały przemarszu – w tym samym roku (oraz rok wcześniej) Lech Kaczyński będący wówczas prezydentem Warszawy zakazał przemarszu przez stolicę Polski. Zarówno w Warszawie jak i w Jerozolimie demonstracje jednak się odbyły mimo zakazu. Z tą tylko drobną różnicą, że decyzja władz Jerozolimy została podważona i ostatecznie cofnięta przez sąd – parada odbyła się 30 czerwca. Jednak zamieszanie z wydaniem pozwolenia na przemarsz nie było jedynym problemem. Od początku istnienia, maszerujący przez Jerozolimę spotykali się z silnym oporem ortodoksyjnych Żydów, którzy wznosili hasła bardzo podobne do polskich smutnych chłopców z zasłoniętymi twarzami – „Jerozolima to nie San Francisco” („Warszawa nie Bruksela, tu się zboczeń nie popiera!”) czy też „Stop demoralizacji dzieci”. W 2005 roku granica została jednak przekroczona, gdy jeden z ultra-ortodoksów, Yishai Schlissel, kuchennym nożem zaatakował maszerujący tłum i ranił 3 osoby. Na całe szczęście rany uczestników nie były ciężkie. Ciężki zapadł jednak wyrok – w lutym 2006 roku sąd w Jerozolimie skazał nożownika na 12 lat pozbawienia wolności za potrójne usiłowanie morderstwa i jednocześnie zasądził, uwaga uwaga, 280 milionów szekli zadośćuczynienia za wyrządzone krzywdy poszkodowanym. Czyli około 190 000 000 PLN (według Wikipedii kurs NIS w 2006/2007 roku oscylował w okolicy 1 PLN = 1,5 NIS). U nas co prawda nie doszło nigdy do tak bezpośredniego ataku na uczestników Parady Równości (i oby nigdy nie doszło!), nie zmienia to jednak faktu, że kwota zasądzonego odszkodowania jest zawrotna! A jak tłumaczył się sam oskarżony?

I came to murder in the name of God. Such abomination cannot exist in Israel!

Poszedłem mordować w imieniu Boga. Tak obrzydzające rzeczy nie mogą istnieć w Izraelu!

Yishai Schlissel

Cóż, tłumaczenie godne jedynie ludzi zafiksowanych na punkcie swojej wiary. Niezależnie od tego czy jest to judaizm czy chrześcijaństwo (żeby nie powiedzieć katolicyzm).

Rok później, Jerozolima została wybrana na miejsce odbycia się WorldPride – światowej parady, która rokrocznie odbywa się w innym miejscu. Również i tym razem nie obyło się bez problemów. Impreza nie odbyła się w pierwotnie zakładanym terminie, 6go sierpnia, z powodu wybuchu konfliktu izraelsko-libańskiego (II wojna libańska). Organizator, JOH, nie zrezygnował jednak z wydarzeń dodatkowych, które miały towarzyszyć paradzie. Ostatecznie jednak WorldPride w Jerozolimie, do którego JOH przygotowywał się przez blisko 3 lata (decyzja o organizacji tej edycji w Jerozolimie zapadła w 2003 roku), odbyło się w późniejszym listopadowym terminie. Na tydzień przed planowanym wydarzeniem, w ultra-ortodoksyjnej dzielnicy miasta, Mea Szearim, doszło do zamieszek. Haredim, ultra-ortodoksyjni Żydzi, wyszli na ulice zaprotestować przeciw organizacji WorldPride, co skończyło się użyciem przez policję i służby porządkowe armatek wodnych i pałek. O dziwo, sama parada odbyła się już w spokoju, bez żadnych ekscesów.

Kolejny rok i kolejna parada stała pod znakiem zapytania, ponieważ tym razem nie lokalny samorząd, a parlament próbował wprowadzić ustawę zakazującą tego typu wydarzeń w Jerozolimie. Próbę przeforsowania takiego prawa ponowił również w 2008 roku. Mimo to, parady w 2007 i 2008 roku (i latach kolejnych) odbyły się planowo, a ponadto w 2008 roku Sąd Najwyższy uznał takie próby blokowania przemarszu za niezgodne z prawem.

Czy to wszystko nie brzmi trochę jak największa polska parada w Warszawie? Próby zakazywania przez władza samorządowe, nielegalne marsze, liczne blokady środowisk prawicowych (o ile mnie pamięć nie myli, to kontrmanifestacje prawicowców w 2012 roku zmusiły organizatorów Parady Równości do zmiany trasy przemarszu na ostatnią chwilę)…

No dobra, ale pytanie w temacie dotyczy Tel Awiwu, nie Jerozolimy. Może to, co dzieje się na ulicach nadmorskiej metropolii jeszcze bardziej przypomina obrazki znane z warszawskiej Parady Równości? Niestety… nic bardziej mylnego, o czym zdążyłem się przekonać na własnej skórze dzisiaj.

Gdy pierwszy raz kilka lat temu przyjechałem do Tel Awiwu, pamiętam że zadziwiła mnie ilość tęczowych flag powiewających z okien mieszkań i wiszących (bądź naklejonych) w barach, restauracjach. To był wrzesień, nie było mowy o takich dekoracjach z okazji parady. Normalnym widokiem były tłumy (dla osoby, która przyleciała z Polski to były tłumy!) osób nieheteronormatywnych na ulicach, zmierzających na lub z plaży czy przesiadujących w ogromnej ilości knajp. Nie wspominając już o tym, że w Tel Awiwie znajduje się nieoficjalna gejowska plaża, na której całymi dniami przesiadują tłumy prężących muskuły mężczyzn w bardzo skąpych kąpielówkach. Oficjalnie plaża nazywa się Hilton Beach i to na nią schodzą goście hotelu Hilton znajdującego się nad nią. Jakie musi być ich zdziwienie 🙂 Swoją drogą koło tego samego hotelu znajduje się również mały park, który przed laty był bardzo popularnym miejscem schadzek. Tak popularnym, że władze, aby ukrócić momentami niemoralne zachowanie, postanowiły przerzedzić roślinność i zredukować ilość potencjalnych „kryjówek”…

Takie zachowanie lokalnych władz można by odebrać jako nieprzychylne nastawienie do osób LGBT. Cóż… znów nic bardziej mylnego. Władze miasta Tel Awiw są bardzo przychylne temu środowisku, czego dowód można zobaczyć na samej górze notki. Od kilku lat, nowa siedziba urzędu miasta, z okazji Miesiąca Dumy i Tel Aviv Pride Parade podświetlana jest na tęczowo i dumnie informuje o dacie największej ulicznej imprezy w mieście. Nie do pomyślenia w Warszawie prawda? Tak samo jak fakt dekorowania głównych ulic tęczowymi flagami z okazji parady… Ale co się dziwić – który urząd miasta nie reklamowałby imprezy, którą sam organizuje? „Moment, moment! Napisałeś, że urząd miasta organizuje telawiwską paradę?” Tak, dokładnie tak napisałem. Nie udało mi się znaleźć informacji czy jest tak od początku (czyli od 1997 roku), czy dopiero od kilku(nastu) lat, ale faktem jest, że Tel Aviv Pride Parade jest oficjalnie organizowana przez miejski oddział imprez kulturalnych. Dzięki temu impreza jest reklamowana nie tylko na stronach urzędu miasta ale także przez… Ministerstwo Turystyki Izraela.

Cóż, w Warszawie pani prezydent nawet nie chcę objąć patronatem stołecznej parady, a co dopiero mówić o współorganizacji czy reklamowania przez miasto. Reklamowanie przez Ministerstwo Turystyki poza Polską jest dla mnie totalnym science-fiction.

Wracając jeszcze na chwilę do samych władz miasta, to nie można zapomnieć o tym, że na potrzeby miejscowej ewidencji, Tel Awiw uznaje nieformalne pary jednopłciowe i nadaje im takie same miejskie przywileje jak parom różnopłciowym (formalnym lub nieformalnym). Chodzi tutaj o takie rzeczy jak zniżki w żłobkach, w ośrodkach sportowych czy kulturalnych.

Przez lata przemarsz w Tel Awiwie budował swoją reputację nie tylko w kraju ale i na całym świecie. Przez pierwsze kilka „edycji” marsz był nastawiony politycznie – na głoszenie pro-równościowych haseł i walkę o stosowne prawa. Na początku XXI wieku, położono jednak nacisk na kulturalne walory, dzięki czemu dzisiaj jest to największa parada LGBT w Azji (nie mówiąc o Bliskim Wschodzie), która rokrocznie gromadzi ponad 100 000 ludzi z całego świata! W zeszłym roku było to już około 150 000, a w tym roku organizatorzy spodziewali się nawet 170-180 000 uczestników. Oficjalnych szacunków jeszcze nie widziałem, ale myślę że spokojne 150 tysięcy bawiło się na ulicach miasta. Gdyby zachować proporcje liczby obywateli kraju do liczby uczestników parady, to w Warszawie maszerować powinno ponad pół miliona osób! PÓŁ MILIONA.

Miejskie Centrum Społeczności LGBT w Parku Meir

Miejskie Centrum Społeczności LGBT w Parku Meir

No dobra, ale jak to wygląda w praktyce? Niesamowicie! Cała impreza zaczyna się wcześnie – już od rana w Parku Meir w centrum miasta zbierają się tłumy. Wybór miejsca nie jest przypadkowy – to właśnie w tym parku znajduje się Miejskie Centrum Społeczności LGBT. Tak, tak – MIEJSKIE. Jest to nie tylko centrum kulturalne ale także i miejsce wsparcia dla osób LGBT otworzone i obsługiwane przez miasto. W parku swoje stoiska mają różnego rodzaju organizacje, stowarzyszenia, grupy wsparcia, firmy, partie polityczne. Między nimi przemieszcza się kolorowy tłum, o którego „obrandowanie” dbają nie tylko drobni sprzedawcy, od których można kupić wszelkiego rodzaju tęczowe gadżety, ale także i duże firmy, które rozdają gadżety (np. małe saszetki kremu do opalania Dr Fischer, czy drobne saszetki Skittles). Na niewielkiej scenie odbywają się występy, które mają rozgrzać uczestników przed główną częścią imprezy. W tym roku głównym tematem przemarszu była widoczność osób transseksualnych, stąd też na scenie dumnie prezentowali się wykonawcy i wykonawczynie kryjący się pod literką T. Zaproszenie dla gościa honorowego wystosowano również do Caitlyn Jenner. Muzyczną gwiazdą, która swoim koncertem miała uświetnić imprezę, jest w tym roku zwyciężczyni Konkursu Piosenki Eurowizja 2014 – Conchita Wurst. Przy takich eventach nie można oczywiście zapomnieć o drag queen, które obecnie były nie tylko na scenie, ale także wśród uczestników maszerujących ulicami miasta.

No właśnie, sam marsz rozpoczął się koło godziny 11:30… wtedy zaczęła się impreza. I to o dziwo bez platform, które dołączyły dopiero przy plaży – na ostatnią prostą. Wielotysięczny tłum po prostu wylał się z parku na ulice i szedł w stronę morza. Przejście ledwie kilometrowego odcinka ulicy Bograshow zajęło nam dobre 2 godziny. Co jakiś czas się zatrzymywaliśmy, cofaliśmy, żeby zobaczyć kolejną oficjalną grupę. A grupy były najróżniejsze – od standardowych maszerujących miśków, osób biseksualnych, różnych grup z innych miast, minęła nas także oficjalna delegacja ambasady USA czy też tęczowe przedstawicielstwo partii Likud. W ogromie tęczowych flag udało mi się wyłapać wiele flag narodowych, w tym kilka polskich, a także skromną delegację poznańskiej Grupy Stonewall organizującego w tym roku marsz w stolicy Wielkopolski.

Na całej trasie marszu można było kupić tęczowe gadżety, miejscowi handlarze ze sklepowych wózków sprzedawali wodę (im bliżej plaży tym drożej), a przydrożne lokale ze stoisk przed lokalem oferowały uczestnikom napoje wyskokowe i przekąski. W oknach mieszkań widać było mnóstwo ludzi, którzy świetnie się bawili schładzając maszerujący tłum wodą z węży ogrodowych. A tłum bawił się świetnie i nie różnił się aż tak bardzo od tego znanego z ulic Warszawy. Masa radosnych ludzi, niektórzy fantazyjnie przebrani (inni równie fantazyjnie rozebrani), masa rodzin (ok, w Warszawie nie widać aż tylu dzieciatych rodzin jednopłciowych). Okej, w Tel Awiwie jest dużo więcej półnagich mężczyzn (których Duda na pewno by nie zatrudnił w kancelarii, ale kto wie – może zawiesił by na nich oko tak jak autor posta 😉 ), ale to wszystko z powodu żaru który leje się z nieba! Gdy dotarliśmy do bulwaru nadmorskiego, do parady dołączyły platformy. Z tym tylko że na platformach tutaj nie uświadczy się polityków podrygujących do muzyki techno – nie widziałem żadnej „politycznej” platformy. Głównie platformy klubów czy organizatorów imprez… w tym mojej ukochanej Arisy i boskiego Uriela (Love <3).

Uriel Yekutiel

Uriel Yekutiel

Arisa to cykl imprez gejowskich reklamowanych wspaniałymi teledyskami z udziałem wspomnianego Uriela. Nie mogę się doczekać jego programu kulinarnego, który dostał w PUBLICZNEJ telewizji w efekcie sporej popularnością jaką zdobył dzięki zajęciu drugiego miejsca w ostatniej edycji izraelskiej wersji „The Amazing Race”.

Zazwyczaj parada kończyła się na plaży, jednak w związku z rosnącą liczbą uczestników zmieniono miejsce zakończenia na nadmorski park pomiędzy Tel Awiwem a Jaffą. Także i w tym roku po około 4 godzinach marszu parada oficjalnie zakończyła się na sporym zielonym terenie. Nie oznacza to bynajmniej rozejścia się wszystkich w swoją stroną, o nie! W Ogrodzie Charles Core przygotowane było wielkie festiwalowe miasteczko – ze sceną, masą drobnych sprzedawców, stoisk z piwem, jedzeniem, specjalnymi strefami przygotowanymi dla rodzin z dziećmi itp. A do tego duża scena, na której w dalszym ciągu odbywały się występy. Niestety Conchity Wurst nie doczekaliśmy, ale dla mnie i tak wystarczył widok Uriela (<3). Gdy teraz piszę te słowa jest godzina 20:30 i miasteczko pewnie dopiero teraz zaczyna pustoszeć, a ludzie idą odpocząć i przygotować się na oficjalne i nieoficjalne imprezy i afterparty. Ja już za stary na takie wyczyny, poza tym ja tam już swojego wybranka szukać nie muszę 🙂 Tak więc tę część wieczoru sobie odpuściliśmy.

Muszę przyznać, że już od pierwszych chwil parady (zarówno w Parku Meir jak i na trasie marszu) nie tylko udzieliła mi się niezwykle pozytywna atmosfera, ale także od samego początku czułem się bezpiecznie. Pamiętacie pewnie jak pisałem, że właściwie wszędzie się mundurowi – żołnierze, policjanci… Warszawskie parady przyzwyczaiły mnie do tłumu policjantów w pełnym rynsztunku, z tarczami, pałkami itp… Cóż, tutaj mogłem to tylko wspominać. Funkcja policji ograniczała się do zamykania ulic i pilnowania, żeby nikt przez pomyłkę nie wjechał w bawiący się tłum. Widok znużonych policjantów przysiadających na murku albo chowających się w cieniu przed słońcem był bardzo częsty. Nie muszę chyba dodawać, że o kontrmanifestacjach to sobie poczytam przy okazji relacji z sobotniej Parady Równości w Warszawie.

Historia społeczności LGBT w Tel Awiwie ma jednak swoje mniej radosne wątki. 1go sierpnia 2009 roku, nieznany napastnik wtargnął do budynku Aguda (najstarszej organizacji LGBT w Izraelu) i otworzył ogień. Zabił 2 osoby, ranił kilkanaście. Trwające blisko 4 lata śledztwo nie przyniosło rezultatów – napastnik do dnia dzisiejszego pozostaje nieznany. W toku śledztwa pojawiło się kilku podejrzanych, ostatecznie jednak okazało się, że jeden z kluczowych świadków składał nieprawdziwe zeznania (za co został postawiony potem przed sądem). Sama zamach spotkał się z głośną odpowiedzią całego środowiska LGBT, które w tydzień po tragicznych wydarzeniach wyszło demonstrować na ulice. Nieoficjalnie mówi się jednak, że atak wcale nie musiał być motywowany homofobią, a mógł być wynikiem mafijnych porachunków.


Przy okazji przywołania tego tragicznego wydarzenia, chciałbym odpowiedzieć na uwagę jednego z czytelników, który stwierdził, że w pewien sposób dokonuję „pink washingu” zapominając/nie wspominając o nieprzychylnych środowisku komentarzach polityków. Faktycznie, w poprzedniej notce przedstawiłem bardzo pozytywny obraz Izraela z perspektywy praw osób LGBT. Nie wspomniałem nic o jawnie homofobicznych politykach w obecnym rządzie. O homofobicznych wypowiedziach rzecznika uniwersytetu Bar Ilan (drugiej największej szkoły wyższej w Izraelu, otwarcie określanej jako konserwatywny i religijny ośrodek naukowy) nawet nie słyszałem (nadal nie wyrobiłem sobie nawyku śledzenia lokalnych wiadomości). Osobiście uważam, że nawet i najbardziej tolerancyjny kraj będzie miał przedstawicieli wypowiadających się w zupełnie innym tonie. Tak jak w Polsce w konserwatywnym parlamencie są nadal jednostki mówiące o równości obywateli niezależnie od ich tożsamości czy orientacji seksualnej. W krótkiej perspektywie, pojedyncze „okazy” takich polityków wiele nie zmienią w sytuacji prawnej osób LGBT. W dłuższym horyzoncie czasowym, faktycznie mogą… czy zmienią? Jestem może niepoprawnym optymistą, ale szczerze wątpię. Zwłaszcza przy takiej stabilności parlamentu jak w Izraelu.

Reklamy

10 uwag do wpisu “Czy Warszawa maszeruje jak Tel Awiw?

  1. Warszawa maszeruje jak Tel Awiw? Czy Warszawa, jeśli chodzi o kwestie społeczności LGBT, może być w jakikolwiek przyrównana do Tel Awiwu? A może bliższe będzie porównanie stolicy do stolicy Izraela, Jerozolimy?

    uwielbiam takie porównania mające wywołać u strony reprezentującą tych gorszych(Warszawa/ Polska) poczucie właśnie kogoś gorszego, złego, poczucie wstydu. No zobaczcie, Izraelczycy tacy fajni a wy ani się nie uśmiechacie, ani gejom nie dajecie praw, wy biedne polaczki-cebulaczki 😀 Dobra metoda muszę przyznać, że wywołać u kogoś poczucie niższości. Nie sądzę, że przyniesie zamierzony efekt, ale kto by się tym przejmował.

    Polubienie

  2. Pingback: Subiektywny przegląd izraelskiego kina LGBT | Izrael od kuchni

  3. Pingback: Ortodoksyjny problem | Izrael od kuchni

  4. Pingback: Tel Awiw raz! Artystycznie i architektonicznie. | Izrael od kuchni

  5. Pingback: Tel Awiw dwa! Do chodzenia i wydawania! | Izrael od kuchni

  6. Pingback: Moi dźwiękowcy Izraela, część I | Izrael od kuchni

  7. Pingback: Moi dźwiękowcy Izraela | Izrael od kuchni

  8. Pingback: Reparacja moralna – z Nowego Jorku do Jerozolimy | Izrael od kuchni

  9. Pingback: LGBT niekoniecznie znaczy pro-LGBT | Izrael od kuchni

  10. Pingback: Tel Aviv Pride Parade 2016 | Izrael od kuchni

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s