Jerozolima skąpana w świetle

Dzisiejszą krótką notką odejdę od tematyki ostatnich dwóch wpisów.

Na chwilę wrócimy do Jerozolimy – miasta, o którym już pisałem wcześniej. Miasta, które mnie urzekło i oczarowało. Miasta, które mimo swojego mistycyzmu i mocnego powiązania z religijnością potrafi jednak zabłysnąć.  A wszystko za sprawą dorocznego trwającego tygodnia Festiwalu Świateł w Jerozolimie – Festival of Lights in Jerusalem – który w tym roku odbył się między 3 a 11 czerwca.

Impreza ta odbyła się w tym roku po raz siódmy i z roku na rok gromadzi coraz większe tłumy miejscowych i turystów. Przez wąskie uliczki Starego Miasta podczas festiwalu przewala się ponad 200 000 ludzi. I to wszystko w późnych godzinach wieczornych, bo to właśnie wtedy sam festiwal ma miejsce. Przez 3-4 godzinie każdego wieczoru, jerozolimskie Stare Miasto zamienia się w wielką uliczną galerię sztuki świetlnej. Bo jak sama nazwa wskazuje – o światło tu chodzi.

W tym roku, ponad 30 instalacji nie tylko izraelskich ale i zagranicznych artystów zostało ulokowanych na 4 ścieżkach – dwóch na zewnątrz starożytnych murów i dwóch w obrębie samego Starego Miasta – głównie w ormiańskim i żydowskim kwartale. Każdej ścieżce przypisano inny kolor, nie tylko na mapie, ale także „na żywo” – żeby się nie zgubić wystarczyło podążać za świetlną linią odpowiadającą danej ścieżce.

Brama Jaffo i widoczne oznaczenia białej i czerwonej trasy. I tłum.

Brama Jaffo i widoczne oznaczenia białej i czerwonej trasy. I tłum.

Nie byłbym jednak sobą, gdybym trochę nie ponarzekał. Jechaliśmy do Jerozolimy samochodem, z Tel Awiwu i o ile droga autostradą z miasta do miasta przebiegła płynnie, to znalezienie miejsca parkingowego graniczyło z cudem. Mimo że podążaliśmy za znakami specjalnie przygotowanymi na festiwal. Gdy już byliśmy przy zjeździe na parking, okazało się że policja zastawiła wjazd i bez słowa wytłumaczenia każe jechać dalej, co nie znaczy że dalej jest drugi parking. Nie było. Zaparkowanie zajęło nam drugie tyle, co dojechanie do Jerozolimy. W związku z tym mieliśmy sporo mniej czasu na samo zwiedzanie. Spod Bramy Jaffo rozpoczynały się dwie trasy – biała i niebieska, które w podobnym miejscu się kończyły. Stwierdziliśmy, że przejdziemy białą, a potem wejdziemy na niebieską i wrócimy pod bramę. Gdy chcieliśmy wejść na niebieską, okazało się, że trasy są JEDNOKIERUNKOWE (co w sumie można tłumaczyć wąskimi uliczkami). Musieliśmy obejść uliczkami niebieską trasę, żeby móc na nią wejść w połowie i skończyć tam, gdzie już byliśmy. Ostatecznie jednak udało nam się wejść na niebieską, kawałek nią przejść, a potem iść pod prąd. Godzina była już późna, tak więc i ludzi wchodzących na trasę i idących od początku było dużo mniej. Niestety, nie udało nam się jednak zobaczyć wszystkich czterech tras, a z tego co widziałem w materiałach reklamowych, to trochę straciliśmy.

No dobra, ale co widzieliśmy?

Widzieliśmy wielkie świetlne meduzy unoszące się na murze autorstwa Parade Design z Francji.

Świetny video-mapping na frontowej ścianie Chrześcijańskiego Centrum Informacji. Co prawda momentami obecność dwóch „kleksów” tudzież „kropli”, które odgrywały przeciwstawne sobie role była dość irytująca, to jednak sam video-mapping był świetny.

Wejście do dzielnicy ormiańskiej oświetlone było setkami identycznych w kształcie abażurów, które zostały udekorowane przez dzieci mieszkające w obrębie murów Starego Miasta. W zestawieniu z wiszącymi na murach plakatami dotyczącymi ludobójstwa Ormian, ta ekspozycja nabierała dość symbolicznego znaczenia.

Dość ciekawą acz mało porywającą projekcję video na murach Starego Miasta. Na potrzeby festiwalu na murze umieszczono symboliczną półkę z książkami, które na tle muru ożywały. (sorry, zdjęcia tej instalacji nie wyszły)

Shelf life - Lior Bentov, Izrael

Shelf life – Lior Bentov, Izrael

Spacer wąską uliczką w stronę w stronę Bramy Syjonu, umilała projekcja dotycząca początków kina.

Poczet prezydentów i premierów Izraela, gdzie każdy prezydent czy premier przedstawiony został z zachowaniem stylistyki czasów, w których urzędował.

Świetlne wahadło, którego każde zwolnienie było wyjątkowe – rząd świecących kul unoszono do pewnej pozycji, a następnie zwalniano mechanizm i pozostawiano kule działaniu grawitacji.

A także kilka innych instalacji, mniej lub bardziej interesujących, których zdjęcia są lub ich nie ma 🙂

Równie ciekawe jak same ekspozycje, było jednak spacerowanie po Starym Mieście nocą. Byłem na takim spacerze już 4 lata temu, nadal jednak widok pozamykanych straganów i wiszących pajęczyn kabli jest niesamowity. Przejście przez główny „szuk”, którego sklepy kryły się za metalowymi drzwiami, przyniosło mi na myśl wspomnienie sprzed pięciu lat, gdy wraz ze znajomym wracaliśmy późno w nocy z kolacji w meczecie w syryjskim Aleppo. Wtedy też wszystko było dawno pozamykane.

Oczywiście jak zawsze przy tego typu wydarzeniach, nie można zapomnieć o wszędobylskim handlu byle czym. Skoro to festiwal światła, to na pamiątkę można było kupić sobie (lub dziecku, co bardziej prawdopodobne) świecący miecz (nie mylić z mieczem świetlnym) albo różdżkę (bynajmniej nie taką jaką władał Harry P.), czy też diabelskie różki (znane z wieczorów kawalerskich/panieńskich). No i rzecz jasna pity, lody, naleśniki z nutellą i inne rarytasy, których nie może zabraknąć na żadnym miejskim festynie. Gdyby tylko mieli pajdę chleba ze smalcem i ogórem kiszonym, to poczułbym się jak na Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku. A tak czułem się co najwyżej jak podczas Labiryntu Świateł w Wilanowie. Tylko było cieplej 🙂

Przy okazji tego festiwalu, niektórych szokuje wkład miasta w jego organizację. Oddział produkcji wydarzeń wykłada kilka milionów szekli na organizację tego tygodniowego festiwalu, co nie wszystkim się podoba. Koszt sprowadzenia tylu artystów i przygotowania ekspozycji pokrywany jest jednak przede wszystkim z kieszeni sponsorów. Władza miasta zaznaczają jednak, że Festiwal Świateł jest jednym z większych wydarzeń organizowanych w Jerozolimie w ciągu roku i przyciąga turystów nie tylko w dzień ale także w nocy.

Biorąc pod uwagę słabą organizację parkingów, godziny otwarcia ekspozycji oraz godziny odjazdów autobusów do innych miast, to z pewnością jest to też okazja do większych niż zazwyczaj zysków dla lokalnych hotelarzy i przedsiębiorców. Jeśli ktoś jest bardzo zainteresowany tym eventem, to wygodniej będzie zarezerwować nocleg na miejscu, aniżeli dojeżdżać samochodem albo autobusem. I choć wstęp jest darmowy, to jednak w kieszeni miejscowych pozostaje sporo pieniędzy przyjezdnych…

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Jerozolima skąpana w świetle

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s