Sto lat młodej parze!

Gdy kilka miesięcy temu wybraliśmy się z Lubym na pierwsze wesele w Polsce, On był zdziwiony nie tylko formą ale także zwyczajami. Wiecie, oczepiny, konkursy, pierwszy taniec i takie tam. Polski weselny standard. Mnie wtedy najbardziej dziwiło jak można organizować ślub i wesele w piątek. No heloł, w piątek?

Jeszcze bardziej się zdziwiłem, gdy dostaliśmy zaproszenie na pierwsze wspólne wesele w Izraelu. Na wtorek. WTOREK. Kolejne wesele, na które poszliśmy razem było w poniedziałek. PONIEDZIAŁEK. Na kolejnym byliśmy przedwczoraj – też we wtorek. Cóż, okazuje się że w tygodniu taniej. A poza tym wesele w szabat, kto to słyszał!

A to tylko jedna z wielu rzeczy, które różnią znane nam z Polski wesela, od tego jak to wygląda tutaj. I od razu uprzedzam – żadne z przyjęć, na których byliśmy, nie wyglądało tak.

Zacznijmy może od tego, jak kwestie małżeństwa wyglądają od strony prawnej. Wspominałem o tym zarówno pisząc o prawach LGBT w Izraelu, jak i ostatnio odnosząc się do ortodoksyjnych Żydów.  Teraz można tamte myśli trochę rozszerzyć i posegregować.

Nie wszyscy, którzy chcą, mogą

Kwestia małżeństwa i jego prawnego uznania jest w Izraelu dość skomplikowana. Przede wszystkim należy pamiętać, że w Izraelu „związek małżeński” ma wymiar przede wszystkim religijny. Coś takiego jak ślub cywilny nie istnieje, ale mimo tego jednostki państwowe dają poślubionym parom odpowiednie prawa (które w Polsce wynikają z zawarcia ślubu cywilnego/konkordatowego). Aby małżeństwo mogło zostać uznane przez państwo, musi być pierw uznane przez odpowiednie ciało religijne. Państwo honoruje związki zawarte w zgodzie z prawami 12 „organizacji” kontrolujących związki wyznaniowe. Aż 9 z nich to kościoły chrześcijańskie (greckie prawosławie, Kościół katolicki, Apostolski Kościół Ormiański, Kościół ormiańskokatolicki, katolicki Kościół jakobicki, ryt chaldejski, Kościół melchicki, Kościół maronicki oraz Syryjski Kościół Ortodoksyjny), a pozostałe to oczywiście Naczelny Rabinat Izraela nadzorujący małżeństwa żydowskie, sądy szariackie obowiązujące Muzułmanów, oraz sądy druzyjskie obowiązujące Druzów (wyznanie łączące judaizm i islam). Z oczywistych chyba względów, w tym wpisie skupię się na ślubach żydowskich.

Nie można oczywiście zapominać, że uznanie małżeństwa przez Rabinat nie zależy jedynie od rabina, który celebruje danemu związkowi. Przede wszystkim zarówno przyszły mąż jak i przyszła żona muszą być uznani przez Rabinat jako „prawdziwi” Żydzi. Jeżeli istnieją wątpliwości co do „żydostwa” danej osoby, można przejść przez proces konwersji nadzorowany przez Rabinat. Może się zdarzyć, że konwersja, nawet ortodoksyjna, przeprowadzona poza Izraelem może być niewystarczająca – na przykład gdy prowadzący rabin nie był zatwierdzony przez Rabinat.

Na (nie)możliwości wzięcia ślubu w Izraelu może też zaważyć rodzina, o czym wspomniałem w jednej z poprzednich notek. Jedna z naszych znajomych mimo bycia Żydówką nie mogła wziąć ślubu, ponieważ według Rabinatu była „córką z nieprawego łoża” – jej matka co prawda wyszła za mąż w Izraelu, ale uciekła od brutalnego męża zagranicę. Udało jej się unieważnić ślub w innym kraju i ponownie wyjść za mąż. Jednakże dla Rabinatu była wciąż w związku z pierwszym mężem.

Rabinat ma też możliwość wysłania kandydatów do ślubu na specjalny test judaistyczny.  Test taki dotyczy przede wszystkim (jeśli nawet nie wyłącznie) osób, które skorzystały z prawa do powrotu i przeszły aliję. Według ostatnich postanowień, w ten sposób sprawdza się wszystkich olim hadashim, którzy przybyli do Izraela po 1990 roku.

Chupa, nie mylić z chucpą!

Dobra, uznając że para może wziąć ślub, spójrzmy jak powinien on wyglądać. Wielu z Was pewnie kojarzy z filmów (czy innych źródeł), że podczas żydowskich wesel para młoda zawsze stoi pod „daszkiem” tudzież „baldachimem”. Ten daszek to właśnie chupa (hebr. חופה, baldachim), a samo określenie oznacza również główną część ceremonii. Gdy w zaproszeniu pojawia się godzina chupy, to jest to właśnie godzina samego ślubu. Wesele jest jednak nieodzowną częścią imprezy.

Zaproszenie na ślub

Zaproszenie na ślub

Sama chupa to płachta materiału (a u Sefardyjczyków tałes – chusta modlitewna) rozpięta na czterech kolumnach, a czasami utrzymywana przez czterech gości. Ma ona symbolizować dom, który nowożeńcy utworzą. Tradycyjnie ustawia się ją na świeżym powietrzu, teoretycznie przed synagogą, a praktycznie tam gdzie ma się odbyć wesele.

Zanim jednak para młoda stanie pod chupą, część ceremonii odbywa się poza nią. Przede wszystkim nowożeńcy oraz ich świadkowie podpisują ketubę (hebr. כתובה, dokument)czyli dokument będący wiążącą ich umową. Tradycyjnie jest to kontrakt gwarantujący określone prawa przyszłej żonie – dziedziczenie w pierwszej kolejności w przypadku śmierci męża, gwarancję utrzymywania przez męża czy też określa swoiste zadośćuczynienie w przypadku rozwodu (o ile do takiego dojdzie). Tutaj warto wspomnieć, że w języku hebrajskim żona to isha (אישה) – kobieta, a mąż to bal (בעל) – właściciel. Sam dokument, często pięknie zdobiony (i wieszany w domu) tradycyjnie powinien być spisany po aramejsku, jednakże odchodzi się od tego zwyczaju i częściej zapisuje się go po hebrajsku. Na ostatnim weselu, na którym byliśmy, ketuba spisana była po hebrajsku i po angielsku, ale ten ślub był wyjątkowy pod wieloma względami – ale o tym później.

Po podpisaniu ketuby para zazwyczaj zmierza w stronę chupy, gdzie dokona się główna część ceremonii. Aszkenazyjscy Żydzi mają jeszcze jeden zwyczaj, który odbywa się po dordze – zakrycie panny młodej welonem, co tłumaczy się nawiązaniem do biblijnej opowieści o Jakubie poślubiającym Leę zamiast ukochanej Racheli. Pod chupę pierwszy powinien wejść mężczyzna; to on powinien stać się pierwszą podporą budowanego domu. Taka kolejność jest także symbolicznym zaznaczeniem tego, co spisane jest w ketubie – że to mężczyzna zapewnia kobiecie dom.

To, co dzieje się pod chupą, ma moim zdaniem charakter bardzo rytualny i symboliczny. Co interesujące, wiele z tych symbolicznych elementów pojawia się jedynie w ceremoniach Żydów aszkenazyjskich, europejskich. Sefardyjscy Żydzi niektórych rzeczy po prostu nie praktykują, na przykład siedmiokrotnego okrążenia pana młodego przez pannę młodą, co ma miejsce zaraz po wejściu pod chupę. Siedem okręgów symbolizuje siedem dni stworzenia świata (a to że kobieta okrąża mężczyznę ma symbolizować, że to on jest jej światem) oraz siedem błogosławieństw, które odmawia się po chwili. W trakcie tychże siedmiu błogosławieństw odmawianych albo przez rabina albo przez wybranych gości (co jest uznawane za zaszczyt), para młoda upija czerwone wino z tego samego kielicha. Wino to symbol uświęcenia, który pojawia się także podczas szabasowej kolacji, nie może go również zabraknąć podczas ceremonii ślubnej, która jest niczym innym jak uświęceniem związku dwojga ludzi.

Para młoda pod chupą

Para młoda pod chupą

Tym, co łączy znane nam śluby z ceremonią żydowską są oczywiście obrączki… choć nie do końca. O ile w trakcie znanych nam ślubów, obrączkami się WYMIENIA, to w trakcie żydowskiego wesela tradycyjnie to pan młody powinien nałożyć obrączkę na palec panny młodej. Zwyczaj wymieniania się obrączkami praktykowany jest dopiero od niedawna a i tak nie przez wszystkich. Co również się różni, to palec na którym nosi się obrączkę – palec wskazujący prawej ręki. Dodatkowo zdziwił mnie sposób nakładania obrączki, jak mi wytłumaczono – jest po prostu praktyczny – panna młoda trzyma wyciągnięty palec wskazujący skierowany ku górze, a pan młody po prostu nasuwa nań obrączkę. Wygląda to na pierwszy rzut oka co najmniej nietypowo, ale jakby się zastanowić, to faktycznie jest to rozwiązanie praktyczne. Po tym jak obrączka znajdzie się na odpowiednim palcu, odbywa się czytanie podpisanej wcześnie ketuby oraz wygłoszenie wspomnianych już siedmiu błogosławieństw.

Ostatnim elementem chupy, który z tego co zauważyłem wręcz odgranicza religijną ceremonię od weselnej zabawy jest… bicie szkła! Przed pana młodego podkładana jest szklanka, którą ten ma stłuc prawą nogą.  Jedni powiedzą, że jest to nawiązanie do zburzenia Świątyni Jerozolimskiej (na co może też wskazywać recytowanie/śpiewanie fragmentu Psalmu 137 – Jeśli cię zapomnę Jeruzalem), inni że tłuczone szkło symbolizuje bezpowrotną zmianę jaka dokonuje się w życiu nowożeńców. Symboliczne znaczenie nie zmienia jednak faktu, że wraz z odgłosem tłuczonego szkła z ust weselnych gości wydobywa się chóralne „Mazel tov!”, ręce same składają się do klaskania, a DJ w tym momencie odpala najbardziej energiczny kawałek jaki ma na playliście, a goście ustawiają się w kolejce do składania życzeń. Czas na wesele 🙂

Ach, no i żeby było praktycznie – szkło owinięte jest zazwyczaj w folię aluminiową – łatwiej się sprząta.

To, co mnie jeszcze zdziwiło to nieobecność pary młodej przez pierwsze kilkanaście minut po zakończeniu ceremonii. Cóż… w minionych czasach po zakończeniu ceremonii para młoda udawała się w ustronne miejsce, najlepiej z dużym łożem, gdzie konsumowała swój związek. U nie ultra-ortodoksyjnych Żydów ze zrozumiałych względów odchodzi się od tego „zwyczaju”, nadal jednak zostawia się parę młodą na chwilę w odosobnieniu. Aby uspokoili emocje i symbolicznie zjedli swój pierwszy posiłek jako mąż i żona.
Albo, jak pokazuje telewizyjne reality show „4 wesela” (tacy „Ugotowani” ale z weselami zamiast kolacji), żeby poprawić makijaż, przebrać suknię, pokłócić się, zjeść i mieć czas na zrobienie „wielkiego wejścia”.

A co z prezentami?

Wiadomo, prezenty muszą być. A podejście do prezentów zdziwiło mnie chyba najbardziej. Niespotykane są tutaj listy prezentów ślubnych, goście przyjeżdżający z wielkimi kartonami opakowanymi we wzorzysty papier i wielkie kokardy. O nie. Prezenty też muszą być praktyczne. A najpraktyczniejsza jest, a jakże, gotówka. Na każdym weselu, na którym byliśmy była urna, do której wrzucało się kopertę z prezentem. Ba, nawet nie trzeba było mieć swojej koperty, bo zaraz obok był koszyczek z pustymi kopertami, z których można było skorzystać. Praktyczność ponad wszystko.

Odnośnie do pieniężnych podarków są dwie ciekawostki. Pierwszą z nich jest popularność jaką cieszą się tutaj strony internetowe czy aplikacje, które wyliczają ile pieniędzy powinno się znaleźć w kopercie. Algorytm bierze pod uwagę dzień tygodnia, stopień zażyłości pomiędzy gościem a zapraszającą parą, czy idziemy sami czy +1 (albo z dziećmi), a także czy wesele odbywa się w restauracji, sali weselnej czy innym miejscu.  Wszystkie dane są błyskawicznie procesowane i algorytm wylicza jaka kwota będzie mile widziana w kopercie.

Druga ciekawostka dotyczy sposobu w jaki ta kwota jest prezentowana. Poza matematycznym wynikiem, który często wymusza skorzystanie z monet, wynik jest również zaokrąglany i przedstawiany jako wielokrotność „chai” (hebr. חי , życie), które ma specjalne znaczenie w judaizmie. Według gematrii, „chai” równa się 18 i co bardziej religijni Żydzi włożą do koperty sumę będącą wielokrotnością właśnie 18. Na szczęście.

Nie samym ślubem człowiek żyje!

No właśnie, integralną częścią ślubu wydaje się tutaj być całe przyjęcie weselne, które praktycznie zaczyna się dużo wcześniej aniżeli wraz z rozbiciem szkła. Z własnych obserwacji (oraz „wywiadu”) stwierdzam, że większość przyjęć zaczyna się na około godzinę przed chupą. Wtedy to odbywa się część recepcyjna – jest czas dla gości, aby się zebrać, zorientować się gdzie siedzą, uspokoić pierwszy głód (ostatnio chyba modna jest kuchnia azjatycka) i zorientować się, czym można ugasić pragnienie w barze.

Po recepcji odbywa się chupa, a następnie część weselna, która w dużej mierze przypomina nasze polskie wesela. Po życzeniach jest poczęstunek (czy to w formie bufetu czy to serwowany), a po nim zaczyna się zabawa. Na bardziej tradycyjnych weselach, przez pierwsze kilkanaście-kilkadziesiąt minut goście bawią się oddzielnie – pan młody tańczy i świętuje z mężczyznami, podczas gdy w odgrodzonej części, niewidoczne dla mężczyzn, świętują kobiety z panną młodą. Dopiero po jakimś czasie parawan jest odsuwany i zabawa odbywa się wspólnie.

Za białym parawanem jest część dla kobiet

Za białym parawanem jest część dla kobiet

Gdy na polskich zabawach weselnych królują wszelkiej maści konkursy i zabawy, mniej lub bardziej sprośne, żydowskie wesela obfitują w różnego rodzaju tańce, którymi goście raczą młodą parę i ich najbliższą rodzinę. Najbardziej chyba charakterystycznym (i niebezpiecznym) „układem” jest ten z krzesłami, również znany z filmów, kiedy to rozentuzjazmowany tłum usadawia parę młodą na krzesłach, które następnie są podnoszone przez krzepkich mężczyzn. Taniec ten nazywa się hora i często wykonywany jest pod popularną melodię Hava Nagila (Radujmy się!)

Dziwić może zestawienie pełnego tańców wesela z faktem, że imprezy odbywają się często gęsto w środku tygodnia. Impreza jednak toczy się trochę innym rytmem – nie ma właściwie mowy o trwającym do białego rana szaleństwie na parkiecie (czytaj pijackim podrygiwaniu w rytmu muzyki). Północ, czasami pierwsza w nocy to właściwie koniec imprezy. Początek imprezy (recepcja) to zazwyczaj okolice godziny 18. Z wczorajszego wesele wychodziliśmy chwilę po 23 i patrząc po parkiecie i stolikach, to było już mniej niż 1/3 wszystkich gości.

Prawie hora

Prawie jak hora

Ślub inaczej…

Tak jak wspominałem wcześniej, śluby żydowskie, aby były uznane przez Rabinat, muszą odbywać się w obrządku ortodoksyjnym. Nie oznacza to jednak, że ceremonie zaślubin wyglądają tak samo. Czasami zdarza się, że sama uroczystość wygląda trochę inaczej, niż powinna. Takie właśnie było pierwsze wesele, na które wspólnie poszliśmy. Było to moje pierwsze żydowskie wesele i jak się okazało – nie miało ono aż tak wiele wspólnego z prawdziwym ślubem. Rabin był wyjątkowo rozgadany i dowcipny, a do tego miał skłonności do śpiewania miłosnych szlagierów z lat ’60. Ale jednak para, która się wówczas pobrała jest uznawana za małżeństwo, mimo że sama ceremonia raczej nie zostałaby uznana przez Rabinat. Jakim cudem? Cóż, okazało się, że właściwa ceremonia odbyła się kilka dni wcześniej w dużo mniejszym gronie, a udzielał jej ortodoksyjny rabin, co do którego nie mogło być wątpliwości, że zostanie uznany przez Rabinat. Ot taki sposób, żeby przyjęcie weselne nie było aż tak bardzo religijne.

Najbardziej wyjątkowe było jednak ostatnie wesele, na którym byliśmy, co podkreślałem w ostatnim czasie wielokrotnie. Otóż był to ślub pary gejowskiej. Swoją drogą pierwszy taki ślub, niezależnie od religii, na którym byłem. Panowie postanowili wiele rzeczy zachować zgodnie ze zwyczajami, ale jednocześnie je trochę inaczej zinterpretować, aby podkreślić partnerskie, równoprawne podejście do tematu – w przeciwieństwie do patriarchalnego układu żona-właściciel. Tak więc pod chupę weszli razem, okrążyli się wzajemnie po trzy razy, a siódme okrążenie wykonali równocześnie. Wymienili się również obrączkami. Sama ceremonia, z racji tego że jeden z panów młodych jest Anglikiem przez co wielu gości było przyjezdnych, odprawiona była zarówno po hebrajsku jak i po angielsku. Być może z tego powodu, że rozumiałem co się dzieje, wydaje mi się, że była to najbardziej wzruszająca i emocjonalna ceremonia, na której byłem. Mimo że momentami pewne rzeczy były wręcz sztampowe (na przykład łamiący się głos podczas czytania ketuby), to odniosłem wrażenie, że panowie byli szczerze wzruszeni tym, w czym biorą udział. Na łzy szczęścia z pewnością wpłynął również fakt, że jakby nie patrzeć MOGĄ się oni pobrać (mimo że o ważności ich małżeństwa w Izraelu zadecydował ślub cywilny wzięty kilka tygodni temu w Wielkiej Brytanii) oraz że ceremonia „skrojona” była pod nich, prowadzona przez ich przyjaciela, rabina reformowanego z UK, który w ceremonię wplatał wiele osobistych uwag. Swoją drogę, rabinowi przy śpiewaniu błogosławieństw wtórował… jego życiowy partner.

Tak, to był wyjątkowy ślub i równie wyjątkowe wesele, w rytm muzyki disco lat ’70 i ’80 z playlistą pełną gejowskich hymnów. Nie powiem, była to miła odskocznia od chasydzkiej muzyki popularnej, którą na wzór disco-polo można by nazwać… disco-orto?

Nie mogę oczywiście nie wspomnieć o dwóch rzeczach, które połączone są z tematem małżeństw w Izraelu i powoli zaczynają rozgrzewać opinię publiczną i media w ostatnich tygodniach i miesiącach. Bardzo świeżym tematem jest próba utworzenia nowego ciała, niejako konkurencyjnego wobec Naczelnego Rabinatu, które pokrywałoby się z nim obowiązkami ale jednocześnie było bardziej reformowaną twarzą judaizmu. Przede wszystkim mówi się o tym obecnie w kontekście przeprowadzania konwersji olim hadashim z terenów byłego ZSRR. Docelowo jednak ten alternatywny Rabinat miałby mieć podobne uprawnienia, które tyczyłyby się również ślubów i umożliwiłyby wielu parom na łatwiejsze pobranie się w Izraelu. Skorzystałoby na tym pewnie wiele z około 10% par małżeńskich, które rokrocznie zawierają związek poza granicami kraju, a następnie zgłaszają taki akt małżeństwa w urzędzie państwowym. Przypomnę tylko, że od 2006 roku jest to również opcja dostępna dla par jednopłciowych, które mogą pobrać się w innym kraju, który dopuszcza takie małżeństwa, a następnie mogą zgłosić to izraelskim władzom.

Drugą kwestią, która przewija się przez media już od dłuższego czasu (i z pewnością jeszcze długo pozostanie tematem jedynie medialnej a nie politycznej debaty) jest pomysł wprowadzenia ślubów cywilnych, które udzielane byłyby niezależnie od wyznania przyszłych małżonków. W dotychczas prowadzonych debatach równie oczywistą rzeczą byłby dostęp do instytucji ślubu cywilnego zarówno dla par różno- jak i jednopłciowych. Już nawet nie będę wtrącał żadnej kąśliwej uwagi porównującej stosunek do związków osób LGBT tutaj i w Polsce…

Zarówno alternatywny Rabinat, jak i śluby cywilne to skomplikowane tematy, które będą musiały przejść długą drogę od samego pomysłu do faktycznej realizacji. Obie kwestie spotkają na swojej drodze wiele przeszkód zarówno na tle społecznym jak i politycznym. Choć śmiem twierdzić, że podobnie do Polski i kwestii światopoglądowych, społeczeństwo jest bardziej postępowe, niż wybrani przez nie parlamentarzyści.

Pożyjemy, zobaczymy…

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Sto lat młodej parze!

  1. Pingback: Filmowo o życiu, śmierci i rozwodzie | Izrael od kuchni

  2. Pingback: Oczyszczenie przez zamoczenie. Dla wszystkich. | Izrael od kuchni

  3. Pingback: Alija, czyli o powrotach | Izrael od kuchni

  4. Pingback: And 12 points goes to… Israel! | Izrael od kuchni

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s