Cnotliwa dobroczynność

Rosz HaSzana to początek nie tylko Nowego Roku ale także dziesięciodniowego okresu zwanego jako „Straszne dni” tudzież „Groźne dni”. W trakcie tych kilku dni ważą się losy żydowskich dusz – otwarte są trzy księgi, a to w której znajdzie się Twoje imię zadecyduje o tym czy trafisz do „nieba” czy do „piekła”.

Aby trafić do „księgi życia” należy być, mówiąc w skrócie, dobrym człowiekiem. A jak zdefiniować dobrego człowieka? Dobry człowiek będzie przestrzegał micwot. Zwłaszcza w oczekiwaniu na Jom Kippur.

Micwot to nic innego jak przykazania. Niech jednak nie zwiedzie określenie „przykazania”, które na myśl od razu przywołuje dwie kamienne tablice z 10 regułkami, których chyba wszystkich uczyliśmy się w szkole na religii. O nie. Micwot nie pochodzą bezpośrednio z Pięcioksięgu Mojżeszowego, a z Talmudu. I nie jest ich wcale tak mało… jedynie 613. Nie, nie pomyliłem się. Sześćset trzynaście. 248 jest nakazujących – tyle samo ile według tradycji jest kości i głównych organów w ludzkim ciele, a pozostałe 365 (ile dni w roku słonecznym) jest zakazujących. Z racji tego, że listę przykazań datuje się na 3 w.n.e. wiele z nich zdążyło się zdezaktualizować. Stąd też obecnie obowiązuje zaledwie 77 nakazów i 194 zakazy, z czego 26 micwot funkcjonują wyłącznie w Izraelu.

Oczywiście nie wszystkie z przykazań są sobie równe… albo inaczej – nieprzestrzeganie jednych przykazań jest większym grzechem niż nieprzestrzeganie innych. Jednym z filarów, na których opiera się judaizm, jednymi z najważniejszych micwot, są te które dotyczą cedaki – jałmużny, pomagania ubogim, pokrzywdzonym, tym którym wiedzie się gorzej. Cedaka ma kilka poziomów; im wyżej tym uczynek lepszy. Począwszy od dawania jałmużny z niechęcią (najniższy poziom), przez dawanie gdy ktoś o to prosi, a kończąc na uwolnieniu kogoś od konieczności proszenia o pomoc (najwyższy poziom). Nie chodzi tylko o wsparcie pieniężne/rzeczowe, ale nie ma co zaprzeczać, że w większości przypadków cedaka przyjmuje właśnie taką postać. Pod cedakę można spokojnie podciągnąć wsparcie drobnymi bezdomnego ale także filantropię czy pomoc za pośrednictwem specjalnych organizacji.

Gdy na potrzeby tej notki trochę o tym czytałem, to nagle wiele rzeczy zaczęło do siebie pasować; wiele rzeczy zaczęło mieć więcej sensu. Przede wszystkim mnogość wszelkiego rodzaju żydowskich funduszy, stypendiów, organizacji charytatywnych itp. Wiele z nich działa oczywiście w Stanach Zjednoczonych, gdzie żyje największa żydowska diaspora. Można tu wspomnieć chociażby o organizacji Taglit-Birthright, która, mimo że założona została w Izraelu, to wspiera głównie obywateli USA poprzez sponsorowanie młodzieży 10-dniowych wycieczek edukacyjnych do Izraela. Żydowskiej młodzieży oczywiście.

Inną, dość znaną tutaj organizacją jest Nefesh B’Nefesh, która skupia się na pomaganiu żydowskim imigrantom (słowo klucz w ostatnim czasie), którzy skorzystali z prawa do powrotu. Nefesh B’Nefesh pomaga nie tylko w trakcie samego procesu aliji – wspomagając chociażby w papierologii – ale także po „powrocie” do Ziemi Izraela oferując swoją pomoc w zaaklimatyzowaniu się i zintegrowaniu z nowym otoczeniem. W ciągu ponad 10 lat działalności pomogli w powrocie ponad 40 000 imigrantom.

Organizacje organizacjami. My przecież też mamy naszego Owsiaka z WOŚPem czy Caritas. A jak to wygląda z perspektywy przeciętnego Cohena czy Levy’ego*?

Tutaj trudniej będzie się powołać na jakieś konkretne liczby i badania. Ale żeby nie było, że nie ma liczb, to przytoczę badania dotyczące filantropii. Johns Hopkins Center for Civil Society Studies zrobiło ranking wydatków filantropów w latach 1995-2002 w wybranych 36 krajach. Izrael znalazł się na drugim miejscu przeznaczając 1,34% PKB na filantropię. Pierwsze były Stany Zjednoczone z wynikiem 1,85% PKB. Ale jak wspomniałem – badania dotyczyły filantropii, a poza tym są sprzed ponad 10 lat. To, co napiszę teraz odnośnie do życia codziennego oparte jest przede wszystkim o własne obserwacje.

Drogę na miejscowy targ w Rechowocie pokonuję stosunkowo często – wiadomo targ, świeże warzywa, owoce, zioła, taka Hala Mirowska ale bez hipsterskiego hype’u, poza tym jest po drodze do centrum handlowego i dworca autobusowego. W każdym razie, już w ciągu pierwszych kilku spacerów w tę i z powrotem, zauważyłem że dwa miejsca są właściwie zawsze okupowane przez te same osoby proszące o drobne. Starszy, zaniedbany mężczyzna często ucina sobie drzemkę na kartonie z wystawionym pudełkiem, a ulicę czy dwie dalej kobieta siedzi na schodkach do banku z laską opartą obok i gdy ktoś przechodzi, to potrząsa plastikowym kubkiem z drobnymi. I wiecie co? Oni nie są ignorowani. Właściwie za każdym razem widzę kogoś, kto sięga do kieszeni czy portfela i wrzuca takiej osobie kilka szekli. Mieszkając w Warszawie również dość szybko poznałem „stałych bywalców”, ale byli oni znacznie częściej ignorowani. Ja wiem że Rechowot to nie Warszawa, ale w tym wypadku porównanie obserwacji jest zdecydowanie na niekorzyść polskiej stolicy. Swoją drogą, znalazłem informację z lipca tego roku, mówiącą że w Izraelu osób bezdomnych jest… 800-900 (0,01% populacji). W Polsce w 2013 roku doliczono się 30 000 osób bezdomnych (0,1%). Tylko że to nie bezdomność jest w Izraelu palącym problemem.

Inny przykład. Przed właściwie każdymi ważnymi świętami – czy to Pascha czy Nowy Rok – nasze cotygodniowego zakupy są trochę większe ponieważ w biurze Lubego tradycyjnie odbywa się zbiórka produktów dla „Holocaust survivors”. Według raportu opublikowanego w przededniu Dnia Pamięci, w Izraelu mieszka około 180 000 osób, które przeżyły Holocaust, spośród których blisko 50 000 żyje w ubóstwie. Pomagają im różne fundacje i organizacje, wspierane przez datki od pracowników w firmach, ale także poprzez zbieranie produktów bezpośrednio w sklepach. Według wielu organizacji pozarządowych, instytucje państwowe nie radzą sobie z problemami osób, które przeżyły Holokaust. Nie radzą i nie wiedzą jak sobie z tym poradzić (choć mam też bardzo czarną myśl, że po prostu grają na czas), tak samo jak nie do końca radzą sobie z problemami trapiącymi całe społeczeństwo, co widać było przy okazji protestów społecznych w 2011 roku.

Pomaga się oczywiście przez cały rok, nie przy okazji większych świąt, choć wtedy jest to bardziej widoczne i podkreślane. Zwraca się na to również uwagę przy okazji corocznego rozliczania się z izraelskim fiskusem. Okazuje się, że nie tylko firmy, ale także osoby prywatne mogą liczyć na korzyści podatkowe wynikające z (udokumentowanych) wpłat na rzecz organizacji charytatywnych. Według przepisów z 2012 roku, osoba prywatna może pomniejszyć wysokość podatku dochodowego o 35% kwoty wpłaconej na organizacje charytatywne. Izraelskie przepisy podatkowe aż się proszą o osobną notkę. Przyjdzie i na to czas.

Nie skończę tej notki stwierdzenie, że warto pomagać, bo to chyba oczywiste.

Chyba jednak skończyłem.


* Najpopularniejsze nazwiska w Izraelu


Lajkujcie też na Facebooku i Instagramie!

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Cnotliwa dobroczynność

  1. Pingback: Yom Kippur. Dzień Przebaczenia. | Izrael od kuchni

  2. Pingback: Yom Kippur. Dzień Pojednania. | Izrael od kuchni

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s