Matka Polka po izraelsku

Przeprowadzkę do Izraela traktowałem bardziej w kategorii (wielkiej) przygody, trochę zabawy, trochę próby. Nie sądziłem jednak, że będzie to też okazja do potwierdzenia mojego pochodzenia. O ile, według obowiązujących obecnie w ojczyźnie standardów, daleko mi do „prawdziwego Polaka” (i dobrze), tak tutaj okazuje się, że według standardów izraelskich jestem jak najbardziej Polakiem.

Właściwie to nie według standardów, a stereotypów.

I nie Polakiem, a Polką. A dokładnie to polską matką.

Dżender. Wszędzie dżender.

Przyznam szczerze, że przed pierwszą wizytą w Izraelu zupełnie obce były mi popularne wśród Izraelczyków stereotypy-żarty dotyczące polskich mam. Dopiero gdy się życiowo związałem z Izraelczykiem, to co jakiś czas tylko słyszałem, żebym zapalił światło i przestał zachowywać się „po polsku”. Głowiłem się, o co chodzi. Ale zazwyczaj tylko przez chwilę, potem już puszczałem to mimo uszu.

Po przeprowadzce tutaj, podobne teksty słyszałem coraz częściej, przy wielu sytuacjach, od wielu znajomych. Zawsze z uśmiechem, zawsze jako żart. A ostatnio, przy okazji komentarza Czytelniczki na Facebooku, złapałem się na tym, że sam stwierdziłem, że zachowuję się jak polska mama. Grunt to dystans do siebie.

Ale jaka jest ta polska mama (czasami będąca już babcią)?

Cóż… przede wszystkim jest opiekuńcza, ale w trochę niezdrowy sposób. Najważniejsze są jej dzieci. NAJWAŻNIEJSZE. Dla nich zrobi wszystko. Choćby miała sobie od ust odjąć, żeby dziecko miało co zjeść (nawet jeśli lodówka jest pełna, ale ulubionego frykasu została jedna porcja). Jeśli jej ukochane dziecko ma inne plany na wieczór niż spędzenie go w towarzystwie rodzicielki, to przecież nic się nie stanie – ona sobie znajdzie jakieś zajęcie. Najczęściej będzie to siedzenie w kąciku, w ciemności (bo co ma się światło palić, tylko rachunek duży z tego będzie) i oczekiwanie na śmierć. Bo ta śmierć, to będzie w końcu możliwość wypoczynku. Jak dziecko już wyfrunie z gniazda i postanowi od wielkiego dzwonu odwiedzić matkę siedzącą w ciemności, to ona bladym świtem zerwie się z łóżka, zakasa rękawy i zacznie się krzątać w kuchni, sprzątać, pucować zastawę. Wszystko dla dobra dziecka, żeby się dobrze czuło w domu. A odpoczynek? „Spokojnie dziecko, wyśpię się w grobie!”.

W ten sposób, polska mama będzie nie tylko okazywała troskę o dzieci, ale także wzbudzała w nich poczucie winy. No bo kto by nie miał poczucia winy słysząc „nie, nie, zostaw to, ja to zrobię, a odpocznę po śmierci”? Ale to i tak jest zmyślnie zastawiona pułapka, ponieważ próba pomocy będzie tylko próbą, bo pomocy „nie trzeba!”. Powiedziane oczywiście z wyraźnym wyrzutem, z którym dyskutować już się nie da. Z ust polskiej mamy wiele razy będzie też padało słowo „przepraszam” – że przeszkadzam, że zwróciłam uwagę, że powiedziałam coś nie tak, że czegoś nie zrozumiałam tak jakbyś kochany synku chciał. Żebyś tylko poczuł się winny.

Ale gdyby tego było mało, to ta polska mama będzie miała wysokie oczekiwania i to nie tylko względem dziecka, ale także i osoby, z którą dziecko postanowi się związać. Biada synowym, które za teściową będą miały polską mamę. One będą traktowane jak ktoś, kto nie będzie w stanie zapewnić ich dziecku tego samego, do czego synów przyzwyczaiły matki. I trzeba będzie się z tym pogodzić.

Któż tego nie zna, co?

I wiecie co? W każdym stereotypie jest odrobina prawdy. (Momentami) jestem polską mamą. I chyba musiałem to wynieść z domu… Czyż nie, Mamuś? 🙂

A na koniec – okazuje się, że to co w Izraelu jest zachowaniem „polskiej mamy”, za oceanem określa się mianem „żydowskiej mamy”. Jakby się zastanowić, to biorąc pod uwagę pochodzenie żydowskiej diaspory w USA, to te określenia się właściwie pokrywają. Kwestia perspektywy. Swoją drogą, jakiś czas temu (będą już chyba dwa lata), na Instagramie pojawiło się konto @crazyjewishmom, na którym autorka publikuje cytaty swojej zwariowanej żydowskiej mamy. #NoRingOntheFingerYouMustNoLinger to jej motto. Skoro córka jest w długim związku, a chłopak się jeszcze nie oświadczył… no to cóż, zegar biologiczny tyka, matka chciałaby już zostać babcią, a skoro pierścionka nie ma, to nie ma co się kurczowo trzymać tego jednego i należy zacząć poszukiwania „sperminatora”. Córeczka nie chce? To nic, mama i tak wiele lepiej jakie ma oczekiwania, więc będzie szukała za córkę. Polecam przejrzenie konta, można się uśmiać 🙂


Hej, mnie też znajdziecie na Instagramie i na Facebooku też!

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Matka Polka po izraelsku

  1. Cześć 🙂 Na Twojego bloga trafiłam trochę przypadkiem, szukając informacji o Izraelu. Trafiłam i zostaję 🙂 Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad przeprowadzką do tego kraju, choć jak na razie jest to odległe marzenie porównywalne do lotu w kosmos 😉 Może na razie postawię na wakacje w Izraelu.

    Zabieram się za czytanie wpisów, bo na instagramie już Cię znalazłam 😉

    Pozdrawiam z deszczowej Warszawy

    Polubione przez 1 osoba

    • Ola, bardzo dziękuję za miłe słowa 🙂 Instagram i blog znaleziony, to jeszcze tylko lajk na Facebooku pozostał! Przez Facebooka też najlepiej się ze mną kontaktować, gdybyś w przyszłości miała jakieś pytania!
      Decyzja o przeprowadzce, czy to w skali mikro – do innego miasta, czy makro – do innego kraju, to zawsze jest ciężka decyzja. Ale jak ją już podejmiesz, to od razu jakoś łatwiej się zabrać za jej realizację!
      Pozdrawiam z chłodnego (tak, chłodnego!) Izraela i życzę miłej lektury! I jeszcze raz dzięki za czytanie!

      Polubienie

  2. Pingback: „Pamiętaj, aby dzień święty święcić” | Izrael od kuchni

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s