Tłusty tydzień i cud pomnożenia

Od kilku tygodni, piekarnie i cukiernie swój asortyment poszerzyły o pączki. Dużo pączków. Supermarkety oferuję promocyjne ceny na oleje. Ja od dwóch dni siedzę w kuchni i testuje różne przepisy na domowe pączki (z marnym skutkiem póki co). Od niedzieli w wielu oknach widać co noc rodzinne odpalanie świec. Po co to wszystko, spytacie. Cóż, wszystko z powodu ostatniego w tym roku kalendarzowym żydowskiego święta – Chanuki, święta świateł.

Donuts

A post shared by Matt (@matt_franckey) on

Aby poznać genezę tego radosnego święta, musimy się cofnąć do II w. p.n.e.. W latach 175-164 p.n.e. tereny obecnego Izraela były we władaniu Antiocha IV, greckiego króla z dynastii Seleucydów. W tamtych czasach, Grecy mieli to do siebie, że na podbitych terenach pozwalali ludności zachować dotychczas wyznawaną religię. O ile było to wyznanie pluralistyczne, a jak dobrze chyba wszyscy wiemy – judaizm jest religią monoteistyczną. Tak więc dla zamieszkujących tereny Judei Żydów był to ciężki okres. Świątynia Jerozolimska, najważniejsza przecież, została zdewastowana – na jej ołtarzach składano, na złość, ofiary ze świń, a sam budynek został przemianowany na świątynię Zeusa Olimpijskiego. Dodatkowo wydano edykt, który zabraniał jawnego praktykowania judaizmu, którego złamanie karane było śmiercią. Te dwa wydarzenia przelały czarę i doprowadziły do powstania Machabeuszów, na których czele stał Juda Machabeusz.

Armia kierowana przez Machabeusza, syna kapłana Matatiasza Hasmoneusza, zmiotła w pył wojska Seleucydów i triumfalnie zdobyła Jerozolimę wraz ze Świątynią Jerozolimską. Okazało się jednak, że w splądrowanej Świątyni zostało niewiele oliwy do menory – tradycyjnego siedmioramiennego świecznika. Zastana ilość miała wystarczyć na ledwo jeden dzień. Stał się jednak cud i oliwy wystarczyło na całe osiem dni, podczas których zorganizowano (konwencjonalnymi metodami) większy jej zapas. Zwycięstwo nad Seleucydami było początkiem ponad 100 lat panowania dynastii Hasmoneuszy.

Pochodzenie święta ma również głębsze znaczenie. Radośnie świętuje się nie tyle magiczne pomnożenie oleju, co przetrwanie judaizmu, jedynej wówczas religii monoteistycznej, z której w późniejszych latach wyewoluowało zarówno chrześcijaństwo jak i islam. Można sobie tylko wyobrażać jak potoczyłyby się losy świata, gdyby już wtedy z powierzchni ziemi zniknęłyby wierzenia monoteistyczne. Stało się jednak inaczej… Na szczęście…?

Niemniej jednak, współczesne świętowanie Chanuki skupia się bardziej na „cudzie” pomnożenia oleju (kto by się przejmował ocaleniem religii). Najbardziej wymowną chanukową tradycją jest zapalanie świec na specjalnym świeczniku – chanukiji. Chanukija, inaczej jak menora, ma nie siedem a dziewięć ramion. I w tym miejscu odpowiem na wątpliwości, które pojawiły się w komentarzu na Facebooku. Chanukija ma dziewięc ramion, ale jedno z nich – to środkowe – to tak zwany szamasz – sługa. Sługa to świeca, która służy (a co innego ma robić sługa jak nie służyć, hue hue) do odpalania ośmiu pozostałych. Ośmiu, bo właśnie na tyle dni wystarczyła rozmnożona oliwa. Każdego dnia zapala się kolejne świece, od prawej do lewej, przy pomocy tej środkowej „sługi”. Przy odpaleniu każdej świecy recytuje się stosowną modlitwę. Związane ze świecami jest właśnie określenie Chanuki mianem „święta świateł”.

Zgodnie z tradycją, aby rozgłosić cud, chanukiję powinno stawiać się w oknie albo w drzwiach. Stąd też liczne świeczniki stojące w przestrzeni publicznej. Jak na przykład ten stojący na środku skrzyżowania w Rehowocie:

IMG_20151208_213350-01

Zbieżność dat Chanuki z naszymi świętami jest przypadkowa i wcale nie oznacza, że „święto świateł” to takie żydowskie Boże Narodzenie. O nie. Niechaj świadczy o tym chociażby fakt, że w trakcie Chanuki nie ma żadnych dni wolnych, życie toczy się normalnie. Jedynym podobieństwem może być to, że w wielu rodzinach obdarowuje się dzieci drobnymi prezentami i słodyczami (najczęściej czekoladowymi monetami). Co ciekawe, zwyczaj ten powstał prawdopodobnie kilkaset lat po powstaniu Machabeuszów w odpowiedzi na… obdarowywanie bliskich podczas Bożego Narodzenia. Aby dzieci nie czuły się gorsze od rówieśników.

Jak już zdążyliście się pewnie zorientować, obchody kręcą się wokół oliwy. I oleju. Także jeśli chodzi o warstwę kulinarną świętowania. Przez osiem dni na chanukowych przyjęciach królują pączki (zwane tutaj sufganiyot) i placki ziemniaczane (znane pod nazwą latkes tudzież lewiwot). Wszak obie te potrawy smaży się na głębokim oleju, na zdrowie!

Muszę przyznać, że miejscowe pączki mimo finezyjności, nie dorastają do pięt gdyńskiemu Pączusiowi (lokalny patriotyzm górą!), a placki ziemniaczane lepiej smakują, gdy zrobi jej mama. Nie wiem jak u Was w domu, ale u mnie ziemniaki na placki tarło się na małych oczkach (ewentualnie pół na pół na małych i na dużych). Tutaj ziemniaki trze się na dużych oczkach. To jednak duża różnica.

IMG_20151201_160420-01

W każdym razie wyobraźcie sobie, że od strony kulinarnej, Chanuka to taki tłusty czwartek przez osiem dni z rzędu. W 2013 roku największa sieć piekarni w Izraelu, Angel Bakeries, smażyła ponad 250 000 pączków DZIENNIE. IDF z okazji Chanuki zaopatruje swoich żołnierzy w ponad 50 000 pączków każdego dnia. W 2000 roku ktoś policzył, że w trakcie Chanuki zjada się średnio 22 pączki na rodzinę, a popyt na olej jest ponad 30% większy niż w pozostałe dni roku. Szacuje się, że w ostatnich latach Izraelczycy zjadają, uwaga, uwaga… OSIEMNAŚCIE MILONÓW pączków. Ciekawe czy po zakończeniu Chanuki robi się na siłowniach równie tłoczno, co w Polsce na początku stycznia 😀 Zobaczymy w przyszłym tygodniu.

Jeszcze jedną tradycją uprawiają w trakcie Chanuki jest gra w „bączka” – drejdla, którą ukochały sobie dzieci. Czteroboczny „bączek” na każdej ściance ma wypisaną jedną hebrajską literę. Dzieciaki obstawiają czekoladowymi monetami tudzież cukierkami i po kolei kręcą bączkiem. W zależności od tego, która litera wypadnie, to inny jest rezultat. Nun (נ) oznacza, że wszyscy dokładają do wspólnej puli; gimel (ג) gwarantuje kręcącemu całą pulę; hej (ה) to połowa puli, a szin (ש) lub pej (פ) oznacza, że kręcący musi dorzucić kolejną monetę do wspólnego banku.

Same litery pojawiające się na drejdlu nie są przypadkowe – są pierwszymi literami zdania. Zdania, które inaczej brzmi w Izraelu a inaczej w diasporze (stąd też opcja szinpej). Poza Izraelem zdanie brzmi „נס גדול היה שם” (nes gadol hajah szam), co znaczy „stał się tam wielki cud”. W Izraelu natomiast będzie ono brzmiało „נס גדול היה פה” (nes gadol hajah po) czyli „stał się tu wielki cud”.

No to co, już chyba wiecie skąd ten tytułowy „tłusty tydzień”, prawda? Mam nadzieję, że tak i że mogę się zabrać za dalsze eksperymentowanie z pączkami!

Chag Chanukkah Sameah!

PS: W trakcie pisania tego wpisu skonsumowałem 2 pączki. To będzie już chyba 8 w ciągu ostatnich kilku dni…


Pączkolajka dajcie na Instagramie i na Facebooku, co?

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Tłusty tydzień i cud pomnożenia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s