Alija także dla „alternatywnych” konwersji

Takiego roku dla ortodoksyjnego Rabinatu jeszcze chyba nie było. Podczas gdy polski Trybunał Konstytucyjny od kilku miesięcy jest sparaliżowany i nie pomagają mu kolejne wizyty zagranicznych oficjeli, a polski rząd po opinie prawne zaczyna sięgać do episkopatu, tutejszy Sąd Najwyższy staje Naczelnym Rabinom Izraela kością w gardle. 

Ledwo co minął pierwszy trymestr roku, a ortodoksyjny Rabinat sprawujący kontrolę nad wieloma aspektami codziennego życia, zaczął coraz bardziej tracić swój monopol. Pierwszy cios przyszedł prosto z Knessetu, który na początku lutego zadecdyował o utworzeniu mieszanej strefy pod Ścianą Płaczu. Nowa strefa, w której kobiety i mężczyźni będą modlić się wspólnie, a kobiety będą do tego mogły modlić się tak jak mężczyźni, została całkowicie wyłączona spod kontroli Rabinatu. Jakoś to przyjęli, zwłaszcza że w ramach „umowy” rząd oddał im całkowitą władzę nad istniejącą już strefą. Większe oburzenie, ze względu na lokalizację, wyrazili chyba archeolodzy, którzy nie zgadzają się z docelowym miejscem nowego placu modlitewnego.

Kolejny, mocniejszy cios, zadał izraelski Sąd Najwyższy pod koniec lutego. Zadecydował wówczas, że publiczne mykwy nie mogą odmawiać Żydom reformowanym dokonywania rytualnego obmycia kończącego proces konwersji. To, że proces konwersji nie jest uznawany przez Rabinat (ponieważ nie jest przez Rabinat przeprowadzony, czytaj: Rabinat nie zarabia) nie oznacza, że może on odmawiać jego dokończenia w publicznych mykwach.

W ostatnim wyroku Sąd Najwyższy poszedł jeszcze dalej, gdyż w znaczący sposób wpłynął na kwestie dotyczące aliji – Prawa do powrotu.

Dla przypomnienia, bo chyba już o tym wcześniej pisałem, Prawo do powrotu zakłada, że każdy Żyd i każda Żydówka ma prawo „wrócić” do ziemi Izraela, otrzymać izraelskie obywatelstwo i masę przywilejów opłacanych przez innych izraelskich obywateli. Kluczowy warunek jest jednak taki, że osoba, która chciałaby dokonać aliji, musi mieć udokumentowane żydowskie pochodzenie. Może się jednak zdarzyć, że dana osoba wie o swoim żydowskim pochodzeniu, ale nie jest w stanie tego udokumentować. „Na ratunek” takim ludziom przychodzi możliwości ortodoksyjnej konwersji przeprowadzonej przez instytucje uznawane przez, oczywiście, izraelski Rabinat. Tak bardzo w skrócie.

Ale jak już nie raz podkreślałem w innych notkach, Rabinat nie kontroluje wszystkich ruchów judaistycznych. Nie tylko nie kontroluje, ale także nie uznaje procesów, które inne ruchy prowadzą. I wcale nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o odłamy mniej radykalne czy reformowane. Także i rabini ortodoksyjni mogą być nieuznawani przez Rabinat, a ich decyzje nierespektowane. A to oznacza, że ludzie, którzy przeszli konwersję przeprowadzoną przez „nieautoryzowanego” ortodoksyjnego rabina, nie mogą skorzystać z Prawa do powrotu, ponieważ – według Rabinatu – nie są Żydami. Jeśli im zależy, to Rabinat oczywiście przyjmie odpowiednią sumę pieniędzy i dokona „autoryzacji” takiej konwersji. I tutaj wkracza Sąd Najwyższy.

Otóż 31-go marca, sąd orzekł, że w kontekście stosowania Prawa do powrotu, nie ma podstaw aby dyskryminować osoby, które przeszły ortodoksyjną konwersję „nieautoryzowaną” przez Rabinat. Wyrok zapadł w sprawie, którą wytoczyło kilku konwertytów, których konwersje nie zostały uznane przez państwo. Dołączyły do nich ruchy zarówno ortodoksyjne jak i reformowane, ale tylko te pierwsze mogą się naprawdę cieszyć z wyroku. W 70-stronnicowym orzeczeniu, Sąd Najwyższy stwierdził, że z Prawa do powrotu może skorzystać każdy, kto przeszedł konwersję w „rozpoznanej wspólnocie żydowskiej, zgodnie z zasadami tej społeczności”, a sama wspólnota „powinna mieć wspólną i trwałą żydowską tożsamość”.

Taka, bez wątpienia przełomowa, decyzja sądu rozsierdziła przedstawicieli lokalnej społeczności ultra-ortodoksyjnej. Obaj Naczelni Rabini Izraela – Yitzak Yosef (sefardyjski) oraz David Lau (aszkenazyjski) – bardzo krytycznie się do niej odnieśli. Ich gniewne okrzyki, podobnie jak ostre stanowisko partii United Torah Judaism (UTJ), kojarzą mi się z argumentami podnoszonymi przez polski kler za każdym razem, gdy rząd próbował (bo obecny to raczej nie próbuje) uchwalić prawo, które w jakikolwiek sposób wpływałoby negatywnie lub ograniczająco na duchowieństwo. Mamy więc do czynienia ze „skandaliczną” decyzją, która uznaje za oficjalne konwersje przeprowadzone przez „piracki przemysł konwersyjny niekontrolowany przez żadne państwowe instytucje”. Zwracam uwagę na słowo „przemysł”.. niczym „przemysł pogardy”. Żadni sędziowie Sądu Najwyższego „nie mogą decydować, kto jest Żydem – tylko Tora może!”. O tym, że chodzi tylko i wyłącznie o Torę trzymaną przez Rabinat, nikt się nawet nie zająknął. Natomiast w oświadczeniu partii UTJ można dodatkowo przeczytać, że ta decyzją wpisuje się w „tragiczny trend prowadzący do destrukcji religii w Izraelu”. W warstwie językowej (oraz w kwestii potrzeby kontroli nad ludźmi) niewiele różni ultra-ortodoksyjnych Żydów od naszych polskich biskupów. Nieważne czy mówimy o konwersji, aborcji czy związkach jednopłciowych  wszystko to jest „destrukcyjne” i dąży do „zniszczenia religii”.

Krytyczne zdanie przedstawicieli instytucji, która traci monopol na władzę nie powinno jednak nikogo dziwić. W zupełnie innym tonie wypowiadają się przedstawiciele lewicy, chociażby przewodnicząca partii Meretz, Zehava Gal-On, dla której wyrok ten jest „wspaniałą wiadomość dla Państwa Izrael (…) oraz dla setek Izraelczyków, którzy przeszli alternatywną konwersję i w końcu będą uznani przez państwo”. Cieszą się również przedstawiciele ruchów reformowanych; nawet jeśli sąd w swoim orzeczeniu zaznaczył, że chodzi tylko o ortodoksyjne konwersje, to jest to krok w przód, w kierunku uznania w przyszłości także i konwersji w duchu reformowanym.

Przedstawiciele prawej strony sceny politycznej zapowiadają, że nie składają broni i będą nadal walczyć o zachowanie obecnego stanu. Wydaje mi się jednak, że ich działania ograniczą się do dalszego rzucania kłód pod nogi „alternatywnym” konwertytom. Czyli jak zawsze – w potyczce świeckiego państwa z władzami religijnymi najbardziej ucierpią sami obywatele.


Instagram || Facebook

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Alija także dla „alternatywnych” konwersji

  1. Pingback: Alija, czyli o powrotach | Izrael od kuchni

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s