Alija, czyli o powrotach

Pomysł na tego posta miałem zapisany już od kilku miesięcy, ale jakoś nie było wcześniej sposobności, żeby powstał. Ale w końcu nadarzyła się okazja! Jaka? Otóż od kilku lat, 10 dnia miesiąca Nisan (co w tym roku wypada akurat 18 kwietnia – czyli blisko dwa tygodnie temu, kiedy zaczynałem pisać tego posta) obchodzony jest w Izraelu Yom HaAlija (hebr. יום העלייה), czyli Dzień Aliji, Dzień Wstąpienia. Ale nie chodzi tu o żadne wniebowzięcie tudzież inne wniebowstąpienie, których w polskim kalendarzu pełno. Chodzi o dzień imigranta. Ale znów nie byle jakiego imigranta.

countryourfuture_pppa

Plakat propagandowy z 1934 || „Izrael kraj naszej przyszłości”, Franz Krausz

No właśnie, o aliji we wcześniejszych notkach wspominałem wielokrotnie, ot chociażby w jednym z ostatnich wpisów o ortodoksyjnych konwersjach przeprowadzanych poza Rabinatem. Ale jakoś nigdy nie pochyliłem się nad tą kwestią tak sensu stricto. A jest nad czym się pochylać, oj jest…

Alija teoretycznie i historycznie

Na początek szybkie wyjaśnienie skąd się wzięło właśnie „wstąpienie”, „wzniesienie (się)” oraz krótkie historyczne przedstawienie (juz chyba kiedyś mówiłem, że historia to nie moja bajka). Otóż, tradycyjnie, od wieków uważa się że przybycie do Izraela to wejście na wyższy poziom (duchowo, metafizycznie). W samym Talmudzie zapisane jest, że Izrael to naród „wyższy” niż pozostałe. Można to też rozumieć jako fizyczne wejście w górę, do Jerozolimy zbudowanej przecież na wzgórzach. W dawnych czasach można to też było rozumieć geograficznie – lud Izraela wędrujący z południa niejako wspinał się po kolejnych stopniach szerokości geograficznej.

Teoretycznie, jedną z pierwszych aliji było przybycie do Kanaanu Izraelitów, którzy do Ziemi Obiecanej trafili po uwolnieniu z niewoli egipskiej (na pamiątkę czego świętuję się kończącą się właśnie Paschę). Przez wieki takich powrotów było wiele, ale te najważniejsze dla współczesnego Izraela zaczęły się blisko 150 lat temu, wraz z początkiem ruchów syjonistycznych. Od lat ’80 XIX wieku, aż do utworzenia Izraela w 1948 roku, doszło do pięciu fal „powrotów”, podczas których na tereny obecnego Izraela przybyło około 450 000 Żydów. I to był dopiero początek.

W ciągu pierwszych pięciu lat od ustanowienia nowego państwa, jego populacja – właśnie dzięki imigrantom – wzrosła dwukrotnie. Do 1953 roku do Izraela przybyło kolejne 700 000 Żydów, głównie z Europy. Przez kolejne dekady, korzystając z ustanowionego w 1950 roku „Prawa powrotu”, do Izraela imigrowały dziesiątki tysięcy Żydów, a każdy dokładał swoją cegiełkę do budowy multikulturowego i zróżnicowanego Izraela jaki znamy dzisiaj. Jednak żadna wcześniejsza fala nie była tak duża jak tsunami, które uderzyło w Izrael w latach ’90 ubiegłego wieku, a które zostało wywołane upadkiem Związku Radzieckiego – w ciągu ledwie 10 lat do Izraela przeniósł się blisko milion osób. MILION. W ciągu dekady populacja Izraela wzrosła o około 30%.

Kto ma prawo (do) powrotu

Wspomniałem wyżej (i pewnie w kilku innych notkach wcześniej) o „prawie powrotu”. O co w tym w ogóle chodzi? Otóż idea syjonizmu zakłada(ła) stworzenia państwa żydowskiego, które stałoby się ojczyzną dla wszystkich Żydów. W 1950 roku, izraelski parlament, trzymając się tej syjonistycznej myśli, uchwalił właśnie „prawo powrotu”, które po dziś dzień gwarantuje każdemu Żydowi możliwość osiedlenia się w Izraelu oraz izraelskie obywatelstwo. I benefity, ale o tym dalej.

Przez pierwsze 20 lat obowiązywania tego prawa, mogli z niego skorzystać tylko „prawdziwi” Żydzi, to znaczy osoby urodzone z matki Żydówki lub mające babkę od strony matki Żydówkę. Taka też jest halachiczna „definicja” Żyda. Do 1970 roku nie było więc problemu z korzystaniem z „prawa powrotu” i jednoczesnego uznawania nowych imigrantów (zwanych oleh chadasz – „nowowzniesiony” i olah chadasza – „nowowzniesiona”) za Żydów w cenzusie. We wspomnianym roku wprowadzono poprawkę do ustawy, która rozszerzyła jej stosowanie także na osoby pochodzenia żydowskiego (posiadające ojca lub dziadka Żyda) oraz konwertytów (zarówno ortodoksyjnych jak i konserwatywnych i reformowanych, ale z zastrzeżeniem, że konwersja odbyła się poza Izraelem). Dodatkowo powrócić mogą także członkowie rodziny Żydów – małżonkowie (od 2014 także małżonkowie jednopłciowi!), dzieci i wnuki.

Taki rozstrzał pomiędzy definicją ustawową (stosowaną przez aparat państwowy), a definicją religijną (stosowaną przez Rabinat) jest dla wieku źródłem problemów. O ile oleh chadasz jest Żydem po linii żeńskiej albo przeszedł konwersję pod wodzą rabina uznawanego przez Rabinat, w izraelskich statystykach będzie Żydem, o tyle w pozostałych przypadkach już nie do końca. A to chociażby oznacza, że nie będzie mógł wziąć ślubu w Izraelu, albo zostać tutaj pochowanym. Problemy te w dużej mierze dotyczą imigrantów z krajów postkomunistycznych, o czym wspominałem w notce poświęconej świętowaniu Nowego Godu.

Zwolennicy tak powszechnego dostępu do prawa powrotu podpierają się często argumentem demograficznym – możliwość powrotu należy dać jak najszerszemu gronu, aby Izraelowi nie zagroziła szybko rosnąca populacja Arabów. Poza tym należy brać pod uwagę, że wielu Żydów było (tego argumentu używano w odniesieniu do polskich imigrantów z końca lat ’60) zasymilowanych i ich rodziny nie zawsze były w 100% żydowskie. Przeciwnicy mówią natomiast o sekularyzacji kraju i podważaniu roli religii w życiu społecznym i politycznym.

Alija dzisiaj

Po licznej aliji w latach ’90 i na początku XXI wieku, sytuacja się uspokoiła. W ostatniej dekadzie do Izraela wracało rocznie około 15-20 tys. osób. Dlatego tak bardzo wyjątkowy okazał się być rok 2015, w którym liczba olim chadaszim przekroczyła 30 000. Blisko połowa nowoprzybyłych pochodzi wciąż z krajów postkomunistycznych, głównie Ukrainy i Rosji, co widać (a raczej słychać) na ulicach.

Jednak w ubiegłym roku, krajem z którego wyjechało najwięcej Żydów była… Francja. W samym tylko 2015 roku, do Izraela trafiło 7 500 francuskich Żydów, około 1% całej francuskiej diaspory. Media łączą ten fakt ze styczniowym zamachem na sklep koszerny w Paryżu, w którym zginęły 4 osoby. Osobiście nie wydaje mi się, żeby była to bezpośrednia przyczyna, zwłaszcza że formalności swoje trwają. Ale sam atak, wpisuje się w nasilające się we Francji (i nie tylko – patrz spalenie kukły Żyda we Wrocławiu) nastroje antysemickie, które bez wątpienia wpływają na decyzję o powrocie .

Według statystyk Agencji Żydowskiej za 2014 rok, które, wydaje mi się, można spokojnie przełożyć na ostatnie lata, ponad połowa nowoprzybyłych miała mniej niż 35 lat, a 2/3 z nich miała więcej niż 18 lat. Nie powinienem się wiele pomylić twierdząc, że zdecydowana większość z tych młodych ludzi wierzy w przyświecającą aliji ideę syjonizmu; przyjeżdżają tutaj czując, że to jest właśnie kraj dla nich.

Agencja Żydowska, największa żydowska organizacja non-profit, znana przede wszystkim z organizacji aliji, zajmuje się też czymś, co nazywa „aliją ratunkową”. Kilka tygodni temu, media żyły powrotem dziewietnastoosobowej grupy jemeńskich Żydów, którzy do Izraela trafili w wyniku trzymanej w tajemnicy akcji. Ze względów bezpieczeństwa, o szczęśliwym przeprowadzeniu operacji poinformowano dopiero gdy samolot z olim chadaszim wylądował na lotnisku Ben Guriona w Tel Awiwie. Od kilku lat, Jemen trawi wojna domowa będąca pokłosiem Arabskiej Wiosny, podczas której wzmagają się antysemickie ataki. Sytuację jemeńskich Żydów dodatkowo utrudnia formalny zakaz emigracji. Mimo że w Jemenie pozostała licząca około 50 osób społeczność Żydowska, to mówi się że ostatnia akcja zakończyła przeprowadzoną w latach 1949-1950 operację Magic Carpet, podczas której sprowadzono blisko 50 000 jemeńskich Żydów.

Alija dzisiaj to też coś nadal niezwykle ważnego dla Izraela. Wokół całej idei zbudowano wielką ideologiczno-marketingową otoczkę, która działa na dwóch frontach. Z jednej strony promuje i namawia do powrotu (lub „powrotu” w przypadku ludzi, którzy z judaizmem mają niewiele wspólnego) wiele obiecując (chociażby w formie benefitów, o których już zaraz), a z drugiej strony pracuje nad tym, aby Izraelczycy wciąż byli przekonani, że alija jest potrzebna. I chyba im się udaje biorąc pod uwagę to, co dzieje się na lotnisku, gdy przylatują kolejne grupy olim chadaszim.

Lepszy start

Ten przysłowiowy powrót do Izraela jest dla wielu sporym wyzwaniem. Jakby nie patrzeć – jest to diametralna zmiana. Trzeba tutaj zaznaczyć, że dokonanie aliji i otrzymanie izraelskiego obywatelstwa nie jest tylko „na papierze”. Jednym z podstawowych warunków aliji (co chyba zrozumiałe) jest faktyczne, fizyczne przebywanie w Izraelu. Może o tym świadczyć chociażby to, że zakończeniem procesu jest otrzymanie biletu lotniczego w jedną stronę.

Przylot do Izraela na koszt państwa to jednak dopiero początek benefitów, które czekają na olim hadaszim. Ministertstwo Absorbcji Imigrantów Izraela przez lata wypracowało cały pakiet „pomocowy” przeznaczony na ułatwienie startu nowoprzybyłym. Wśród nich znajduje się na przykład czasowe zwolnienie z cła na przesyłki z dobytkiem, sfinansowanie ulpanu, czyli intensywnego kursu hebrajskiego, czy wspomniany wcześniej bilet lotniczy. Dodatkowo państwo oferuje pomoc czysto finansową – kilkanaście tysięcy szekli (dużo więcej dla powracających rodzin) w ciągu pierwszych kilku miesięcy od przylotu oraz kolejnych kilkaset szekli miesięcznie przez kolejne kilka lat w ramach „dopłaty do czynszu”. Z czasem jest to jednak kwota czysto symboliczna, za którą można sobie kupić co najwyżej waciki.

Jakby tego było mało, to nowoprzybyli mogą liczyć także na specjalne ulgi podatkowe, dopłaty do kredytów mieszkaniowych czy specjalnie zwolnienia podatkowe na zakup samochodu. Olim chadaszim otrzymują również znaczącą zniżkę na arnonę, czyli podatek płacony na rzecz miasta a uzależniony od wielkości zajmowanego lokalu. A to i tak nie wszystko…

Trochę tego jest. Z jednej strony, wsparcie finansowe (czy to pieniężne czy nie) wydaje się być czymś zrozumiałym. Decyzja o powrocie, to decyzja o diametralnej zmianie życia i pomoc państwa jest tutaj nieoceniona. Z drugiej strony, można odnieść wrażenie, że państwo nierówno traktuje swoich obywateli, co jest tym bardziej widoczne im młodsi są olim – ich start w dorosłość dzięki wsparciu państwa może się wydawać łatwiejszy. Tak przynajmniej myślałem.

Okazuje się jednak, że alija na poziomie ogółu społeczeństwa traktowana jest jak coś wręcz świętego, oczko w głowie izraelskiego narodu. Znajomi z którymi rozmawiałem, nie przypominają sobie, aby kiedykolwiek pojawiła się dyskusja o zrewidowaniu benefitów, na pewno nie w Knessecie. Dopiero gdy od ogółu, od niezidentyfikowanej szarej masy, przejdziemy do szczegółu, do konkretnych jednostek, to okaże się, że nie wszyscy są tak entuzjastycznie nastawieni. Pytając swoich znajomych – urodzonych w Izraelu – o stosunek do benefitów dla olim, właściwie wszyscy przyznali, że nie widzą w nich specjalnego problemu… po czym prawie każdy zaczął sobie przypominać, że a to ktoś z wojska, a to ktoś z pracy mógł sobie, dzięki pomocy państwa, pozwolić na coś, na co urodzony tutaj Izraelczyk nie miał (jeszcze) możliwości.

Osobiście, gdybym był urodzonym tutaj Izraelczykiem, to myślę, że też by mi taki układ niespecjalnie pasował. W sumie to w pewnych kwestiach nie muszę być Izraelczykiem, żeby odczuć „wyższość” olim… chociażby na rynku pracy, gdzie dla olim stworzone są specjalne agencje rekrutacyjne, a same firmy są bardziej skore do zatrudniania właśnie ich, a nie obcokrajowców (nawet z pozwoleniem na pracę). Rozważając kwestię benefitów, nie można jednak zapominać, że wielu olim, zwłaszcza tych młodszych, zaczyna życie tutaj od zera i nie chodzi wcale o zero na koncie, czy zero doświadczenia. Zaczynają od zera towarzysko i rodzinnie… gro z nich przylatuje tutaj samemu i całą społeczną siatkę musi budować tutaj od nowa. W tym im państwo niespecjalnie pomoże…

Jedyne, na co trafiłem szukając czegoś krytycznego na temat benefitów olim, to ledwie kilka tekstów – osobistych opinii – dotyczących nie tyle samych benefitów, co olim, którzy za bardzo się do nich przyzwyczaili. Gdy dopływ gotówki, zwolnienia podatkowe itp. się skończyły (po kilku latach!), beneficjenci orientowali się, że od momentu zrobienia aliji są w tym samym miejscu w swoim życiu. Czyja to według nich wina? Oczywiście państwa.

Teraz już chyba wiecie, dlaczego olim chadaszim to nie są jacyś zwykli imigranci. Wydaje mi się, że równie niezwykłym zjawiskiem jest sama alija i wszystko co za nią stoi – od zaangażowania państwa, po stosunek społeczeństwa. Zgodzicie się?

PS: Z aliją związana jest jeszcze jedna rzecz, ale o niej napiszę chyba osobną notkę Krótszą niż ta.


Więcej uniesień jak zawsze na Facebooku i Instagramie

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s