Tel Aviv Pride Parade 2016

Po zeszłorocznym doświadczeniu telawiwskiej parady Pride (o którym pisałem na świeżo), nie mogłem się doczekać tegorocznego przemarszu i atmosfery jaka panuje w Tel Awiwie już na długo przed samym tym wydarzeniem.

W tym roku parada była jednak trochę inna niż ostatnio.

Tel Aviv Pride 2016

A post shared by Matt (@matt_franckey) on

Przez kilka tygodni poprzedzających marsz, wisiało nad nim widmo odwołania lub zbojkotowania przez organizacje LGBT. O trzech aktach konfliktu na linii aktywiści – rząd pisałem na bieżąco: część 1, część 2, część 3. Jeśli nie chce Wam się klikać, to w skrócie przypomnę – organizacje LGBT podniosły larum, gdy okazało się, że rząd przeznaczył na zagraniczny marketing tegorocznej parady kilkukrotnie więcej niż wynoszą roczne dotacje na działanie tychże organizacji. Aktywiści zagrozili zbojkotowaniem tegorocznego wydarzenia i nawoływali do jego odwołania. Rząd z początku wycofał się z planów marketingowych, a w negocjacje włączył się telawiwski ratusz (formalny organizator Pride’u). Ostatecznie jednak przedstawiciele organizacji LGBT zawarły porozumienie z ministrem finansów, który obiecał zwiększenie finansowania z budżetu państwa. Parada została uratowana.

IMG_5221 copy.jpg

Naiwni byli jednak ci, którzy myśleli że wizerunkowy kryzys został zażegnany. Tegoroczna parada, w porównaniu do zeszłorocznej, była dużo bardziej polityczna. Nie tylko jeśli chodzi o przemówienia, które otwierały całą imprezę w Parku Meir, ale przede wszystkim wśród protestujących. Liczną i widoczną – odcinającą się na tęczowym tle czarnymi balonami i czarno-czerwonymi banerami – była grupa nawołująca Izrael do „obudzenia się” z obecnego stanu, w którym wierzy się w prorównościowe nastawienie izraelskiego rządu. Ta grupa zdecydowanie bardziej rzucała się w oczy aniżeli tęczowy oddział rządzącego Likudu.

IMG_5099 copy.jpg

Polityczne ciosy w dużej mierze były wymierzone w obecny rząd Bibiego, który w ostatnim czasie dał się we znaki społeczności LGBT. Kwestie finansowania organizacji LGBT to tylko jeden punkt z dłuższej listy. To rząd obecnej kadencji odrzucił pakiet prorównościowych ustaw zaproponowany przez poprzedni rząd (co było powodem koalicyjnego sprzeciwu), a Amir Ohana, okrzyknięty „pierwszym gejem Likudu” i „reprezentantem środowiska LGBT” (pomimo sprzeciwów samego środowiska) postanowił na czas tego głosowania wyjąć swoją kartę. Do tego dochodzi też bardzo mocny skręt w prawo obecnego rządu połączony z obsadzaniem wysokich stanowisk przez konserwatystów, których partie już zapowiedziały, że będą starać się odebrać obecne prawa mniejszością seksualnym. A tych praw jednak trochę jest – pisałem o tym tutaj.

IMG_5000 copy.jpg

To właśnie w kontekście politycznej hipokryzji mówiono często o pinkwashingu – tworzeniu różowej zasłony dymnej i odwracaniu uwagi od działań Izraela w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu. Teraz rozszerzono to o reklamowanie Izraela jako bliskowschodniego raju dla LGBT przy jednoczesnym braku działań w kierunku rzeczywistego stworzenia (lub ulepszenia) tego „raju”.

Nad tegoroczną paradą ciążyły też wspomnienia zeszłorocznej parady w Jerozolimie, podczas której ultra-ortodoksyjny Żyd, Yishai Schlissel zabił 16-letnią Shirę Banki i ranił kilka innych osób. I to w kilka tygodni po zakończeniu 10-letniego wyroku za atak na maszerujących w paradzie w 2005 roku. W tygodniu poprzedzającym tegoroczny Pride, sąd w Tel Awiwie nie zgodził się na areszt prewencyjny w stosunku do ultra-prawicowych aktywistów, co do których zachodzą podejrzenia że mogą dopuścić się ataku na piątkową imprezę. Na szczęście do niczego takiego nie doszło, a sam przemarsz rozpoczął się od minuty ciszy dla ofiar ataków na tle homofobicznym – nie tylko tych z jerozolimskiej parady.

IMG_5350 copy.jpg

Niezależnie jednak od tych politycznych zawirowań, w przed- i po-paradowych miasteczkach oraz  na ulicach Tel Awiwu – według szacunków miasta – bawiło się nawet 200 000 ludzi, więcej niż przed rokiem. Hasłem tegorocznej imprezy było „Women for a change” – „Kobiety dla odmiany”, a jedną z ambasadorek zaproszonych przez Ministerstwo Turystyki była znana z serialu Orange is the new black – Lea DeLaria.

Cała impreza rozpoczęła się o godzinie 10 rano w Parku Meir, w którym znajduje się miejskie centrum społeczności LGBT. To tutaj rozstawione były stanowiska wielu organizacji i firm, a na scenie pojawiali się przedstawiciele miasta, rządu i oczywiście samego środowiska. O godzinie 12 kolorowy tłum ruszył w stronę morza.

IMG_5311 copy.jpg

Podobnie jak w poprzednich latach, dopiero na ostatniej prostej do Parku Charlesa Clore’a, gdzie znajdowało się poparadowe miasteczko festiwalowe, do marszu dołączyły platformy. O ile większość z nich obsadzona jest przez bardzo skromnie odzianych opalonych i muskularnych modeli zapraszających na wieczorne imprezy, tak warto wspomnieć o platformie otwierającej kolumnę pojazdów. Otóż był to samochód grupy בשלה – BESHELA, organizacji działającej na rzecz lesbijek i kobiet 40+. Na początku myślałem, że była to izraelska grupa typu PFLAG (rodziców i znajomych osób LGBT), ale ta paradowała dopiero dalej. Myślę, że taki dobór pierwszego pojazdu był dość symboliczny, a same panie wydawały się świetnie bawić – uśmiechnięte skrywały się pod tęczowymi parasolami (nie przed deszczem, a przed ponad 35 stopniowym skwarem) i radośnie pozdrawiały bawiący się tłum.

Ku mojej radości nie zabrakło oczywiście platformy imprez ARISA, na której jak zawsze królował Uriel Yekutiel. Co prawda trochę mnie zawiódł stylizacją podobną do zeszłorocznej, ale jemu jestem w stanie wybaczyć wiele.

Nad maszerującym tłumem równie często co tęczowe flagi powiewały flagi Izraela, ale także i reprezentantów innych krajów. Trudno było nie zauważyć dwóch polskich flag bliżej czoła marszu, licznej reprezentacji ze Szwecji czy flag USA trzymanych przez oficjalną reprezentację amerykańskiej ambasady. Gdy doszedłem do nadmorskiej promenady, gdzie ścisk trochę zelżał, dało się także zauważyć flagi rosyjskie dumnie trzymane przez ludzi, którzy we własnym kraju mogłyby trafić za to do więzienia; były też hasła nawiązujące do sytuacji w Rosji jak chociażby „Children 404 exist in Russia” („Dzieci 404 istnieją w Rosji” – nawiązanie do rosyjskiej organizacji wspierającej młodzież LGBT).

A w samym tłumie był właściwie cały przekrój izraelskiego społeczeństwa, od tych najmłodszych jeszcze w wózkach, po osoby starsze; były kolorowe ptaki, byli i żołnierze (w tym reprezentacja oddziałów artylerii, która przyszła wspierać jednego ze swoich rezerwistów); miejscowi i przyjezdni. A do tego wspaniała, radosna atmosfera, głośna muzyka płynąca z rozstawionych na trasie głośników, ale także z wielu barów i knajp po drodze.

IMG_5301 copy.jpg

Chciałbym kiedyś doświadczyć takiego Pride’u w Polsce. Serio.

A po więcej zdjęć odsyłam Was na Facebooka, gdzie już od wczoraj znajdziecie galerię z Tel Aviv Pride Parade 2016.

 


Facebook || Instagram 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Tel Aviv Pride Parade 2016

  1. Pingback: W Tel Awiwie się bawią, gdzie indziej walczą | Izrael od kuchni

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s