W Tel Awiwie się bawią, gdzie indziej walczą

Już druga połowa lipca, czerwiec – Miesiąc Dumy – już dawno się skończył, ale ja jeszcze trochę pozostanę w tęczowym klimacie. Zdążyłem już zauważyć, że to się najlepiej klika.

A tak na serio, to z racji przerwy od bloga nie mogłem w miarę na bieżąco komentować pewnych rzeczy, które działy się na przestrzeni ostatnich kilku tygodni. Wszystko tylko zbierałem i zapisywałem, żeby się z tym w końcu rozprawić.

Kulminacyjny punkt gejowskiego życia w Izraelu, czyli tegoroczna Tel Aviv Pride Parade, już dawno za nami, ale przed nami równie ważny, jeśli nawet nie z wielu powodów ważniejszy, marsz. Jerusalem March for Pride and Tolerance, czyli jerozolimska parada.

Tegoroczny marsz przejdzie przez święte miasto już dzisiaj, w czwartek 21go lipca. Tęczowy tłum wyjdzie na ulice Jerozolimy już po raz piętnasty, a organizatorzy spodziewają się rekordowej frekwencji ponad 10 000 uczestników. W zeszłorocznym marszu wzięło udział około 4 000 osób, a dla jednej – 16-letniej Shiry Banki – parada skończyła się tragicznie; zmarła w wyniku ran zadanych przez fanatycznego Żyda, Yishaia Schlissela. To właśnie jej zadedykowana będzie tegoroczna parada, której uczestnicy zatrzymają się oddać jej hołd przy ulicy Keren Hayesod, gdzie zginęła.

Jerusalem Open House, organizacja stojąca za przemarszem, zachęca do tłumnego udziału w tegorocznej paradzie, aby wysłać jasny sygnał – „nie boimy się, nie damy się zastraszyć”. Wydaje mi się to być bardzo typowe dla Izraelczyków – okazywanie siły, niezłomności. Podobne apele pojawiały się przy okazji noworocznej strzelaniny w Tel Awiwie czy niedawnego ataku w Saronie. W dniach następujących po obu atakach, miejsca, w których do nich doszło, były zatłoczone bardziej niż zwykle. Myślę, że tego samego można się spodziewać także i w przypadku jerozolimskiej parady.

Od końca czerwca wiadomo już, że sam Schlissel nie zakłóci kolejny raz tej parady. Ani najpewniej żadnej przyszłej. 26go czerwca zapadł prawomocny wyrok skazujący go na dożywotnie więzienie oraz dodatkowe 31 lat więzienia (prawie jak amerykańskie wielokrotne dożywocie) za zabójstwo i sześciokrotne usiłowanie zabójstwa. Gdyby tego było mało, to sąd nałożył na niego obowiązek wypłaty zadośćuczynienia rodzinie Shiry oraz pozostałym ofiarom ataku w wysokości 2 064 000 NIS (~2 120 000 PLN). Co do głównej części wymierzonej kary, to nie mam specjalnie wątpliwości, obawiam się jednak, że finansowy wymiar kary pozostanie jedynie na papierze. Skąd ortodoksyjny Żyd, który po wyjściu z więzienia w zeszłym roku był na wolności przez ledwie kilka tygodni, ma wziąć takie pieniądze? Zwłaszcza gdy wyrok za atak w 2005 roku również uwzględniał karę finansową o podobnej wysokości. Poza tym… żadne pieniądze nie zwrócą rodzicom zmarłej córki. Zwyrodnialec przynajmniej nikomu już nie zrobi krzywdy.

Tegoroczny marsz będzie także okazją dla policji do wykazania się, zwłaszcza po zeszłorocznej porażce. W trakcie procesu Schlissela gromy spadły na jerozolimskich mundurowych, którzy, jak się okazało, posiadali informacje mogące zapobiec tragicznym wydarzeniom. Sześciu wysoko postawionych funkcjonariuszy straciło za te niedopatrzenia pracę. W tym roku marsz ma być ochraniany przez wyjątkowo liczne oddziały policji, a do tłumu dopuszczani będą tylko te osoby, które przejdą przez kontrolę. Policjanci musieli wyciągnąć lekcję po zeszłym roku, ponieważ w przededniu marszu doszło do pierwszych zatrzymań. Jerozolimska policja wystąpiła do sądu o areszt prewencyjny dla Michaela Schlissela – jednego z braci nożownika, co do którego zachodzą podejrzenia o planowanym przez niego ataku na paradę. Niektóre media donoszą również o innych podejrzanych, na których również nałożono areszt prewencyjny. Pozostali członkowie rodziny Schlissela otrzymali natomiast nakaz opuszczenia miasta na czas przemarszu.

Organizatorzy marszu, aktywiści i osoby mniej lub bardziej publiczne nawołują do licznego stawienia się na paradzie. Apel skierowany jest nie tylko do zwykłych obywateli, ale także do osób znanych z mediów, polityków i do samych mediów. Na tle tych apeli blado wygląda wypowiedź burmistrza Jerozolimy, Nira Barkata. W wywiadzie udzielonym dziennikowi Yedioth Ahronoth, Barkat zadeklarował, że nie weźmie udziału w tegorocznym marszu. Jego tłumaczenie, dla mnie, brzmi dość kuriozalnie i przypomina mi naszą rodzimą broszkę mówiącą, że demokracja ma się w Polsce dobrze, bo nikt protestujących nie pałuje.

Nie wezmę udziału w marszu, ponieważ nie chcę brać udziału w wydarzeniu, które obraża środowiska ultra-ortodoksyjne i religijnych Syjonistów.  (…) Tolerancja to nie tylko pozwolenie ludziom na demonstrowanie poglądów; to także szukanie sposobu na osiągnięcie swojego celu bez obrażania uczuć innych. W Jerozolimie mieszka duża grupa ludzi, która ma problem z paradą. 

Tutaj tylko przypomnę, że mówimy o paradzie, która w tym roku jest zadedykowana 16-letniej Shirze, która została z zimną krwią zamordowana w ramach „szukania sposobu na osiągnięcie swojego celu bez obrażania uczuć innych„.

Ale żeby nie było, że jest przeciw…

Jako burmistrz reprezentuję wszystkich, dlatego jestem po stronie społeczności (LGBT) i ich prawa (do maszerowania) i zrobię wszystko, aby ułatwić im ich realizację. 

I jeszcze jeden cytat z burmistrza…

W judaizmie istnieje pojęcie „parezji”. Według tego konceptu, jeśli ktoś w miejscu publicznym nieoczekiwanie natknie się na coś gorszącego, na przykład nagość, to znaczy że obraża to uczucia ogółu. Środowiska LGBT muszą to zrozumieć, tak samo jak wymagają, aby środowiska ortodoksyjne zrozumiały ich. 

Kilka godzin po opublikowaniu wywiadu, Barkat tłumaczył się ze swojej decyzji na antenie Kanału 2. Niczym politycy partii rządzącej powtarzający przekaz dnia, tak i on niczym katarynka powtarzał to samo – trzeba uszanować uczucia środowisk ortodoksyjnych (przez których dzielnice parada nawet nie przechodzi), jako burmistrz jest za tolerancją, ale nie w taki sposób. Przy okazji okazało się również, że Barkat nakazał zdjęcie tęczowych flag, którymi przyozdobiona została trasa marszu, sprzed Wielkiej Synagogi.

Nir Barkat jest burmistrzem Jerozolimy od 2008 roku, kiedy to jego kandydatura była przeciwwagą dla powiązanego ze środowiskiem ultra-ortodoksyjnym Meira Porusha. Wcześniej dał się poznać jako biznesmen i filantrop, który w 2013 znalazł się na pierwszym miejscu listy najbogatszych polityków z majątkiem szacowanym na blisko pół miliarda szekli. Politycznie związany jest związany z rządzącym Likudem.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego frekwencja na tej paradzie ma być rekordowa, a wydźwięk samego przemarszu jeszcze silniejszy. Beer Szewa.

Tydzień temu, 14go lipca, miał się odbyć pierwszy w historii marsz Pride w pustynnej Beer Szewie. W poprzednich latach, lokalne organizacje LGBT przy współpracy z miastem organizowały skromniejsze i stacjonarne wydarzenia związane z Miesiącem Dumy. W tym roku postanowili jednak zorganizować pierwszą prawdziwą paradę. Decyzja ta spotkała się z wycofaniem finansowania przez miasto, które uznało, że nie będzie dokładało pieniędzy do marszu, podczas którego mogłyby paść hasła dotyczące… braku finansowania.

Organizatorzy nie przejmowali się decyzją miasta oraz rosnącym sprzeciwem lokalnych społeczności religijnych i pracowali nad przygotowaniem parady, która miała przejść Bulwarem Ragera – główną ulicą miasta. Planowana trasa przemarszu została jednak zakwestionowana przez policję. Funkcjonariusze zaproponowali alternatywną trasę, wiodącą przez peryferie miasta (Wałęsa by im pewnie przyklasnął), ponieważ uznali, że nie byliby w stanie zapewnić bezpieczeństwa w pierwotnie planowanym miejscu. Przedstawiciele policji wprost stwierdzili także, że zmiana trasy podyktowana jest obroną uczuć religijnych, które mogłyby zostać obrażone przez maszerujących. Nie jest tajemnicą, że na zmianę trasy naciskali religijni członkowie rady miasta, grożąc wyjściem z rządzącej kolacji.

Sprawa wypchnięcia parady na obrzeża miasta trafiła na wokandę Sądu Najwyższego – organizatorzy zwrócili się z petycją o nakazanie policji prawidłowego zabezpieczenia parady na pierwotnie wyznaczonej trasie. Dzień przed planowanym przemarszem sąd odrzucił wniosek organizatorów i uznał, że zmiana trasy ma swoje racjonalne podłoże. W wyniku takiej decyzji sądu (sądu, który lata wcześniej uznał, że Jerozolima nie ma prawa zabronić przemarszu LGBT), organizatorzy Be’er Sheva Pride Parade ogłosili, że nie zgadzają się na takie traktowanie ze strony władz, w związku z czym podjęli trudną decyzję o odwołaniu parady. Zamiast planowanego przemarszu, zorganizowano demonstrację pod budynkiem urzędu miasta, na którą przybyło ponad 2 000 osób. Na niesionych transparentach i wśród wznoszonych okrzyków można było przeczytać i usłyszeć między innymi: „Nie uciszą nas!”, „Policjo, kogo chronicie?” czy „Obudź się, Izraelu!” znane z czerwcowej parady w Tel Awiwie.

Decyzja Sądu najwyższego spotkała się z oburzeniem właściwie całego środowiska LGBT, nie tylko ze strony zaangażowanych aktywistów, ale także osób niespecjalnie zaangażowanych w aktywną walkę o (często własne) prawa. Sam protest był też okazją dla wyrażenia sprzeciwu wobec innych kwestii związanych ze społecznością LGBT, które zostały poruszone w poprzedzających dniach.

Chodzi przede wszystkim o wypowiedzi dotyczące osób nieheteronormatywnych, które padły z ust osób powiązanych z izraelską armią. Rabin Eyal Karim, dopiero co powołany na stanowisko naczelnego rabina armii, zasłynął w przeszłości serią wypowiedzi, które trudno zaakceptować w XXI wieku. Według niego, rozkazy sprzeczne z prawem religijnym mogą być ignorowane, terrorystów powinno się traktować jak zwierzęta, którymi są, a rannych terrorystów powinno się dobijać, kobiety nie powinny dowodzić mężczyznami, bo to zmuszało by ich (mężczyzn) do spoglądania na kobiety przez większość dnia. Dodatkowo sposób, w jaki przedstawił swoje podejście do gwałtu, sugeruje jakoby dopuszczał gwałt pod warunkiem, że oprawca się ze swoją ofiarą ożeni. W stosunku do osób nieheteroseksualnych stwierdził, że są to ludzie chorzy lub zaburzeni, którym należy cierpliwie i delikatnie pomóc w znalezieniu właściwej drogi. Sam Karim zdążył póki co przeprosić za swoje wypowiedzi dotyczące kobiet, natomiast resztę próbował pokrętnie tłumaczyć rzecznik armii.

„Zboczeńcami” nazwał również osoby nieheteronormatywne rabin Yigal Levinstein, który stoi na czele jesziwy stanowiącej przygotowanie do służby wojskowej. Levinstein skrytykował również IDF za inkluzywne przepisy pozwalające osobom LGBT na otwarte służenie w wojsku. Jego wypowiedzi spotkały się z silnym sprzeciwem ze strony ministrów – obrony, edukacji, kultury i spraw wewnętrznych oraz lidera opozycji.

Z planowanymi paradami w Beer Szewie i Jerozolimie zbiegła się decyzja IDF o zakazaniu żołnierzom udziału w tego typu zgromadzeniach. Zmiana retoryki i sloganów podnoszonych na paradach spowodowała uznanie ich za wiece polityczne, w których żołnierzom nie można się udzielać. Oczywiście, jeśli chcą to mogą się na takie zgromadzenie wybrać, pod warunkiem że nie są na służbie, są w cywilnym stroju i nie podnoszą żadnych politycznych haseł. Spotkało się to ze sprzeciwem ze strony żołnierzy (głównie niehetero), którzy wytykają armii hipokryzję – z jednej strony nie mają problemu z wyoutowanymi żołnierzami homo- i biseksualnymi, dopuszczają do służby również osoby transpłciowe (którym nawet finansują terapie hormonalne), a z drugiej strony mają problem z takimi osobami maszerującymi w paradach. Nie minął jednak tydzień, a stanowisko armii uległo złagodzeniu. Żołnierze do stanowiska majora włącznie mogą brać udział w demonstracjach o ile nie są one skierowane przeciwko działaniom IDF czy przeciwko państwu. Oczywiście nadal w cywilnym stroju i bez znaków świadczących o byciu żołnierzem. Nawet w złagodzonej formie jest to bliskie zasadom obowiązującym jeszcze dwa lata temu, które zakazywały żołnierzom udziału we wszystkich zgromadzeniach nieorganizowanych przez samą armię.

Ale żeby nie było, że w ostatnim czasie nie wydarzyło się nic dobrego dla izraelskiego LGBT. Otóż słowa wsparcia dla środowiska LGBT padły z ust samego prezydenta Reuvena Rivina, który wraz z małżonką, spotkał się z rodzicami zamordowanej Shiry Banki i reprezentacją Jerusalem Open House.

Głęboko mnie zabolały opinie wygłaszane przez rabinów, przywódców i duchowych przywódców. Chciałbym im wszystkim przypomnieć, że człowiek został stworzony na podobieństwo Boga; każdy człowiek, niezależnie od wyznania, koloru skóry czy płci. Jestem pewien, że rabini, na których skierowanych jest wiele oczu, również tych należących do społeczności LGBT, znajdą sposób aby zapewnić że nie myślą inaczej. 

(…)

Shira została zamordowana, bo jak każdy mężczyzna i każda kobieta, miała prawo do wyrażenia siebie i swojej seksualności. Prawo każdej kobiety i każdego mężczyzny do bycia kim są, doświadczania radości płynącej z miłości, do kochania kogo serce im podpowiada (…). Musimy zapewnić ludziom przestrzeń publiczną, w której nawet gdy się nie zgadzają, to wciąż szanują drugą osobę. Musimy wyznaczyć granicę między różnicą zdań a brutalnością, nienawiścią, raniącym i niszczącym dialogiem, który dodatkowo podburza. 

(…) 

Nechamama i ja reprezentujemy Shirę.


Facebook || Instagram

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s